blog technologiczny

o nowościach, innowacjach i technologii telekomunikacyjnej

bezpieczeństwo , wpisów: 18
technologia , wpisów: 15
telekomunikacja , wpisów: 31

W piątek 29 sierpnia do sprzedaży w Orange trafił długo wyczekiwany iPhone 4. Jego obsługa jest intuicyjna i nie sprawia problemów, dlatego też większość z jego użytkowników nie sięga do instrukcji. Postanowiliśmy jednak przedstawić kilka praktycznych porad, które dodatkowo ułatwią obsługę urządzenia i pozwolą sprawdzić niektóre ustawienia:

1. Szybki powrót
Aby szybko przewinąć na początek możesz stuknąć pasek stanu u góry ekranu w m.in. aplikacjach: Safari, Mail, Kontaktach.. Pasek stanu to pasek z informacjami o sieci, godzinie i poziomie naładowania baterii.

  

 

 


2. Zmiana zoomu kamery
Stuknij ekran, aby wyświetlić suwak zoomu. Następnie użyj suwaka, aby zmienić powiększenie (maksymalnie 5x).

 

 

 

 

3. Rozpoczynanie zdania
Dwukrotne stuknięcie spacji spowoduje, że iPhone dopisze kropkę i rozpocznie następny wyraz od wielkiej litery.

 

   

 

4. Wprowadzenie cyfry lub symbolu
Aby szybko wprowadzić cyfrę lub symbol, dotknij ekranu, przytrzymaj palec na przyciusku   i nie unosząc go wybierz drugim palcem żądany klawisz. Gdy uniesiesz palec, iPhone z powrotem wyświetli klawiaturę ze znakami alfabetu. Dotknij znaku i przytrzymaj, aby wyświetlić listę znaków specjalnych do wyboru.
 
5. Wykonywanie zrzutu ekranowego (print screen).
Naciśnij i przytrzymaj przycisk Początek, a następnie naciśnij przycisk Usypianie/budzenie. Wyświetlacz zamiga, a zrzut ekranu pojawi się w Rolce z aparatu.

  

 

 

6. Ustawienia transmisji danych
Jeżeli nie chcecie narazić się na dodatkowe koszty za transmisje danych w iOS4 możemy ja wyłączyć wchodząc w Ustawienia > Ogólne > Sieć > Dane sieci komórkowej (opcja dostępna w iOS 4)

Wówczas, jeżeli będziecie chcieli skorzystać z aplikacji, która łączy się z Internetem zostaniecie o tym poinformowani stosownym komunikatem i sami zdecydujecie w jaki sposób chcecie się łączyć.

 

 

 

 

 

 


7. Ustawienie centrum wiadomości tekstowych
Jeżeli chcecie sprawdzić lub ustawić centrum sms należy skorzystać z poniższych kodów:
 *#5005*7672# - sprawdzanie numeru centrum sms
 *5005*7672*+48501200777#* (numer +48501200777 jest numerem SMSC sieci Orange) - ustawianie numeru SMSC
Powyższe kody wpisujemy w taki sam sposób jak numer telefonu a następnie należy wybrać przycisk Łącz.

8. Sprawdzanie parametrów sieci
To coś, dla osób lubiących sprawdzać tzw. Netmonitor. Field Test można uruchomić za pomocą kodu *3001#12345#* wpisując go w taki sam sposób jak numer telefonu. Następnie należy wybrać przycisk Łącz.

  

 

Jeżeli znacie inne ciekawe i pomocne rozwiązania lub macie pytania dotyczące obsługi iPhone, gorąco zapraszamy do dyskusji w komentarzach. A wkrótce na blogu korporacyjnym wielki test iPhona 4.

wyraź swoją opinię jako pierwszy

Jesień to czas, kiedy często korzystamy z uroków położonych poza obszarami miast działek. Podczas takich wyjazdów wiele osób ma ochotę skorzystać z internetu… jednak ze względu na lokalizację często jest to mocno utrudnione. Użytkownicy mobilnych technologii, a zwłaszcza bezprzewodowych modemów, spotykają się niestety ze słabym zasięgiem sieci na terenach wiejskich i z dala od miast. Czy można poprawić odbiór sygnału GSM/UMTS/HSDPA?

Dobrym pomysłem może się okazać wypróbowanie działania anteny zewnętrznej. Należy pamiętać, że na jakość i poziom zasięgu ma wpływ wiele czynników m.in. ukształtowanie terenu, jego zalesienie, przeszkody terenowe a także warunki atmosferyczne.
Podczas wybierania anteny należy sprawdzić jaką technologię obsługuje nasz modem i dobrać antenę do technologii i obsługiwanych częstotliwości. Warto również poszukać informacji w Biurze Obsługi Klienta – spytać się, gdzie się znajduje stacja bazowa, na którą możemy ustawić antenę kierunkowa i jaką technologię obsługuje. Antena łączy się z modemem za pomocą złącza SMA lub FME. Większość współczesnych modemów nie jest wyposażona w te łącza, dlatego należy zaopatrzyć się dodatkowo w odpowiedni konektor do naszego modemu.

Częstotliwości, na jakich pracują modemy w sieci Orange, to odpowiednio: GPRS-900/1800Mhz, EDGE-900/1800 Mhz, UMTS-2100 Mhz oraz CDMA-450 Mhz.

Przykład uniwersalnej anteny dla zakresów GPRS/EDGE/UMTS/HSDPA:

 

 

 Antena logarytmiczna ATK-LOG przeznaczona jest to stosowania w systemach pracujących w paśmie 800-2170 Mhz.

 Antena dla zakresu 450Mhz CDMA:

 

Antenę możemy kupić w licznych sklepach internetowych. Należy jednak pamiętać, że anteny zewnętrzne nie zawsze pomogą w poprawie sygnału. Często sklepy internetowe umożliwią przetestowanie anten i ich zwrot w przypadku braku poprawy efektywności sygnału.

A oto wykaz modemów dostępnych w sieci Orange z wejściem na antenę zewnętrzną: modemy GPRS/EDGE/UMTS/HSDPA - Huawei E160E, Any Data ADU-635WA, Option GlobeSurfer ICON dla modemów obsługujących sieć CDMA: Axesstel MV410, AnyDATA ADU-500 A.

Jakie są Wasze doświadczenia związane ze stosowaniem anten zewnętrznych do modemów? Serdecznie zapraszamy do podzielenia się swoimi uwagami!

komentarze (1)

Już tylko cztery dni dzielą nas od muzycznej uczty w stolicy, Orange Warsaw Festival. Specjalnie na tę okazję, polskie Orange Labs we współpracy z Nokią przygotowało Orange Navi - aplikację na telefony komórkowe, która pozwala śledzić przebieg festiwalu.
Aplikacja przeznaczona jest dla użytkowników większości dostępnych na rynku telefonów komórkowych. By z niej skorzystać, należy wysłać darmowy SMS o treści FESTIWAL pod numer 8009. Wersje Orange Navi na dotykowe modele Nokia (5230, 5800 XpressMusic, 5530 XpressMusic, N97 i N97mini) dodatkowo obsługują technologię Wzbogaconej Rzeczywistości (Augmented Reality), o której pisałam jakiś czas temu (tutaj). Dzięki temu użytkownik otrzymuje możliwość oglądania festiwalu poprzez nałożenie treści bezpośrednio na obserwowany świat!
Dzięki Orange Navi na ekranie telefonu można obserowawać w trybie "live info" to, co aktualnie dzieje się na scenie. Wbudowana mapka umożliwia szybkie dotarcie do wybranych miejsc, a dla spragnionych wiedzy przygotowano kompendium wiedzy o gwiazdach festiwalu oraz plan ich występów.
Orange Navi to także możliwość łatwiejszego i tym samym szybszego komunikowania się ze znajomymi. Aplikacja jest zintegrowana z Twitterem oraz Facebookiem. Po podaniu swojego loginu i hasła w prosty sposób możemy podzielić się swoimi opiniami z koncertów z przyjaciółmi.
Więcej na ten temat Orange Navi możecie zobaczyć w sobotnim (21 sierpnia) wydaniu Dzień Dobry TVN (kliknij TUTAJ)

komentarze (4)

Nie jest dobrze. Przynajmniej jeśli uwierzyć naukowcom z Georgia Tech. Zespół badawczy pod kierownictwem Richarda Boyda funduje nam niezłe trzęsienie ziemi, twierdząc, że hasła o długości uważanej dotąd za dość bezpieczną, czyli 7-8 znaków, nie są już odporne na ataki za pomocą „brutalnej siły” (brute force).

Przyczyną ma być rozwój... kart graficznych. Coraz bardziej wzrasta ich moc obliczeniowa, co już dawno zauważyli crackerzy, używając ich właśnie do łamania haseł przy pomocy brute force. W opinii Boyda, tzw. procesory strumieniowe (tutaj wyjaśnienie sposobu ich działania po angielsku, w języku raczej technicznym), które w dzisiejszych kartach graficznych są odpowiedzialne za obróbkę obrazu, dysponują mocą obliczeniową, porównywalną do superkomputerów sprzed zaledwie dziesięciu lat! Na dodatek znakomicie radzą sobie właśnie z atakiem na hasła za pomocą „brutalnej siły”.
– W tej chwili z przekonaniem graniczącym z pewnoscią mogę powiedzieć, że używanie haseł, liczących siedem znaków, jest już beznadziejnie nieadekwatne do zagrożenia ich złamaniem – mówi Boyd. – A biorąc pod uwagę, że moc obliczeniowa procesorów graficznych rośnie, trend będzie się utrzymywał – dodaje.
W opinii Boyda obecnie niezły poziom bezpieczeństwa gwarantują hasła 12-znakowe, składające się z dużych i małych liter oraz cyfr i znaków specjalnych. Docelowo zaś, chcąc zadbać o bezpieczeństwo swoich zasobów online, będziemy musieli korzystać z całych zdań, zapisywanych różnymi typami znaków, np. T0je$tMOyeahHA37od0F3J$Buk@. Ale to nic nowego, sugerowała to już na naszym blogu Agnieszka Słota :)
W TP ryzyko np. nieautoryzowanego dostępu do Neostrady jest o tyle nikłe, że losowym ciągiem znaków jest zarówno hasło, jak i nazwa użytkownika. A co do haseł... Cóż, na stronach TP CERT proponujemy dwa bezpłatne programy do zarządzania hasłami. W takim przypadku wystarczy tylko zapamiętać jedno wystarczająco długie hasło, zabezpieczające dostęp do bazy danych. Hasła do pojedynczych serwisów zapamięta program, a wcześniej je za nas wygeneruje, zgodnie z polityką haseł, którą sami sobie ustawimy (np. podobną do sugerowanej przez TP CERT). Decyzję, czy warto, pozostawiam Wam – na pewno jednak nie zaszkodzi przyjrzeć się tej możliwości.

komentarze (1)

Lato sprzyja podróżom. Egzotyczne kraje, europejskie stolice, górskie szczyty czy mazurskie jeziora – niezależnie od tego, gdzie spędzamy wakacje, chcemy mieć stały dostęp do Internetu. Mam dobrą wiadomość – teraz jest to możliwe. Co więcej, możemy go udostępniać naszym towarzyszom podróży. Brzmi nieźle, prawda?
Domino to nowy produkt Orange. Można określić go jako kieszonkowy router Wi Fi – waży zaledwie 21 gramów i mieści się w dłoni. Za pomocą tego sprytnego urządzenia możemy nie tylko połączyć się z siecią 3G, ale także udostępnić bezprzewodowy Internet maksymalnie pięciu urządzeniom w pobliżu (laptop, netbook, iPad i inne). Domino działa bez zasilania przez ok. 5 godzin, po tym czasie wymaga naładowania – przez gniazdo USB lub ładowarkę sieciową. Urządzenie może służyć także jako zwykły modem.
We Francji Domino dostępne jest od czerwca tego roku. W polskim Orange Labs właśnie zaczynamy testy. Co sądzicie o Domino? Rzeczywiście jest przydatny czy to kolejny elektroniczny gadżet? Czekam na Wasze opinie.

Dla zainteresowanych przedstawiam parametry Domino:
waga: 21 g
wymiary: 95 x 48 x 13 mm
kolor : biały
Kompatybilny z:
- Microsoft Windows® 7
- Microsoft Windows® XP 32 bits
- Microsoft Windows® Vista 32 bits
- Mac OS 10.4 et 10.5 et 10.6
- Linux
Łączność
- HSDPA:7.2Mbps(DL)/ HSUPA: 5.76Mbps(UL)
- UMTS
- EDGE/GPRS/GSM
- WIFI 802.11b/g

komentarze (9)

Czy wiesz, co to są kody QR? To innowacyjny sposób zapisywania dowolnych informacji, wymyślony przez japońską firmę Denso Corporation w 1994 roku. Odnajdziesz je w wizytówce elektronicznej, URL, telefonie, zwykłym tekście… Zatem znasz? No pewnie, że tak!

 

Wspaniała byłaby rzeczywistość, gdybyśmy podchodzili do towaru na półce i po zeskanowaniu telefonem kodu mieli dostęp do wszystkich informacji na temat wybranego produktu. Mogłoby się okazać, że lepiej jest kupić ten produkt w innym, tańszym sklepie. Jednak na razie, niestety, to tylko marzenie.

Warto wiedzieć, że wszystkie inteligentne urządzenia mogą obecnie czytać kody QR dzięki wbudowanym (np. w przypadku Nokii N82) lub doinstalowanym aplikacjom (Symbian, WM, Android, iOS ). Zatem ogłoszenie na słupie, czy też informacja na plakacie, mogłyby ograniczać się tylko do kodu - po jego odczytaniu uzyskiwalibyśmy od razu dostęp do wszystkich potrzebnych informacji. Mocno dziwi tak powolne wdrażanie kodów QR - zwłaszcza w branży reklamowej, w której kody (głównie z powodu swojej innowacyjności) są nośnikiem o wiele bardziej angażującym Odbiorcę i przez to o wiele bardziej efektywnym – zwłaszcza w porównaniu do tradycyjnych haseł.

Pomimo prób wylansowania kodów przez operatorów (pod nazwą fotokodów), nie można mówić o opanowaniu naszej przestrzeni przez kody 2D. Fotokody używane są raczej rzadko - ostatnim eventem, którego promocja przebiegała z wykorzystaniem fotokodów był festiwal Chopina w Warszawie (multimedialne / fotokodowe ławki na Krakowskim Przedmieściu). Natomiast Wrocław wprowadził fotokody w 2009 roku na przystanki tramwajowe. Także w reklamie jest podobnie - kody zdecydowanie są bardziej popularne za granicą niż w Polsce. Czemu na przykład w polskiej wersji Iron Man nie nosił kodu w zbroi? Niestety, raczej nie powinniśmy oczekiwać od telewizji, że wprowadzi kody na antenę, takie jak na przykład te tutaj.  Kody QR powszechniejsze są w przemyśle i firmach kurierskich, niż dookoła nas. Szkoda…

Przykładów na wdrożenie kodów jest więcej: przycinacz linków od Google  generuje kody QR; można oznaczać nimi ciekawe miejsca, jak też radzi Google; pomijając zastosowania w przemyśle, jak np identyfikacja produktów i monitoring przesyłek, same kody są coraz częściej spotykane w wizytówkach. Warto wiedzieć, że od 2008 roku kody QR obecne są na fakturach i korespondencji Orange. Pojawił się także specjalny dział na naszej stronie:  sprawdźcie sami :)

Choć mija już 16 lat od wymyślenia kodów QR (fotokodów, kodów 2D) to pomimo rozpowszechnienia się czytników, ich wdrażanie następuje na razie dosyć powoli. Czemu kody są tak mało popularne w Polsce? Może Wy macie pomysł?

PS: Więcej przykładów kodów reklamowych znajdziecie tutaj i tutaj. Warto także pamiętać, że kody możemy robić sami :)

komentarze (9)

W ostatnim czasie, przy okazji dyskusji o unowocześnianiu administracji publicznej co jakiś czas słyszymy pojęcie „podpis elektroniczny”, zazwyczaj okraszone przymiotnikiem „kwalifikowany”. Podpis elektroniczny jest używany również w Grupie TP, z wielu względów nie jest to jednak podpis kwalifikowany.

Najpopularniejszym zastosowaniem systemów kryptograficznych opartych na Infrastrukturze Klucza Publicznego (PKI) jest podpisywanie komunikacji elektronicznej w celu uwiarygodnienia nadawcy i/lub szyfrowanie jej treści. Pracowników Grupy TP do używania kryptografii przy przesyłaniu danych osobowych obligują przepisy prawa, ale też uczciwość i dbałość o interesy naszych Klientów. W tym celu korzystamy z Bezpiecznej Poczty TP (BPTP) – rozwiązania zapewniającego najwyższe światowe standardy bezpieczeństwa kryptograficznego. Wydawaniem certyfikatów BPTP zajmuje się działające w ramach TP Centrum Certyfikacji Signet.

Ze względu na specyficzne potrzeby tak dużej korporacji jak TP, oraz konieczność optymalizacji wydajności pracy i kosztów, certyfikat BPTP nie jest podpisem kwalifikowanym.
Do większości naszych potrzeb podpis kwalifikowany nie jest potrzebny, dzięki czemu możemy omijać sztuczne oraz nieuzasadnione formalnie i biznesowo ograniczenia – tłumaczy Leszek Gerwatowski, Kierownik Działu Bezpieczeństwa Aplikacji w TP, człowiek, który w Grupie TP o systemach klucza publicznego wie zdecydowanie najwięcej.
 
Zawartość wydawanego przez Signet urządzenia kryptograficznego (token przypominający pendrive, podłączany do portu USB) to dwa certyfikaty – jeden do podpisu, drugi do szyfrowania. Czemu dwa?
Wyobraźmy sobie, że pracownik, mający do czynienia z ważną biznesowo, szyfrowaną korespondencją, odchodzi z pracy. Przy podpisie kwalifikowanym miałby jeden, wygenerowany na tokenie  certyfikat do wszystkich zastosowań i firma mogłaby pożegnać się z jego zaszyfrowanymi mailami. W BPTP certyfikat do podpisu „umiera” z odejściem pracownika, w odpowiednio zabezpieczonym środowisku istnieje jednak kopia drugiego certyfikatu, można więc uzyskać uprawniony dostęp do danych firmowych, zaszyfrowanych kluczem pracownika – tłumaczy Leszek Gerwatowski.

Choć używane w TP rozwiązanie nosi nazwę bezpiecznej poczty, nie służy jedynie obsłudze e-maili. O innych korporacyjnych zastosowaniach klucza kryptograficznego, różnicach między kluczem programowym i sprzętowym, a także o skali BPTP, dowiecie się w kolejnych wpisach o PKI. Jeśli macie w tej kwestii pytania, zapraszamy do zadawania ich poniżej.

Zadanie dla chętnych – jak sądzicie, jaką długość osiągnąłby „wąż” ułożony ze wszystkich aktywnych tokenów BPTP, używanych w Grupie TP?

Zainteresował Cię ten wpis? Jego rozszerzoną wersję przeczytasz na stronach TP CERT.

komentarze (2)

W ofercie Orange pojawia się coraz więcej ciekawych smartfonów, sporo opartych o system operacyjny Android, o czym systematycznie informuje „po sąsiedzku” Wojtek Jabczyński. Rosnąca popularność smartfonów nie uszła też niestety uwadze twórców złośliwego oprogramowania (tzw. malware’u).

Ostatnio głośno zrobiło się o pewnym wygaszaczu ekranu, do momentu wycofania z Android Market ściągniętemu nawet przez ponad milion osób, który – oczywiście w tajemnicy przed użytkownikiem – wysyłał numery jego telefonu, karty SIM, a także poczty głosowej, na zarejestrowany w Chinach serwer. I choć na razie brak informacji o tym, co dzieje się z tymi danymi, ciężko się spodziewać, by miały zostać użyte do wytapetowania pokoju...
W tej sytuacji przypomina się komentarz Benchmarka pod jedną z poprzednich notek, sugerujący, iż własny internet w „komórce” powinien wystarczyć, by uniknąć ataku cyber-przestępcy. Kluczowym słowem wydaje się tu być „powinien” – bowiem niestety aktywność twórców malware’u na mobilne telefony systematycznie rośnie. Na rynku jest coraz więcej smartfonów, czyli terminale z systemami operacyjnymi (Symbian, Android, Windows Mobile, iPhone OS), a branżowe media co i raz informują o kolejnych pułapkach na naiwnych. Trojan na telefony z Windows Mobile, dzwoniący na kosztujące 6$ za minutę numery premium, możliwość sparowania niektórych iPhone’ów z komputerem bez wiedzy właściciela i skopiowania zawartości pamięci (włącznie z smsami, książką telefoniczną i hasłami, gromadzonymi w otwartym tekście), czy też sprzedawane przez jednego z hiszpańskich operatorów telefony z Androidem w wyjątkowo oryginalnej „promocji”, z zawirusowanymi kartami pamięci, od razu podłączone do botnetu Mariposa. 100 tysięcy telefonów z Symbianem zostało ofiarami ataku, związanego z piłkarskimi mistrzostwami świata, gdzie pod pozorem ściągnięcia gry, instalowaliśmy sterowniki botnetu. Wirus rozprzestrzeniał się, wysyłając linki do „gry” osobom z naszej książki adresowej, przy okazji kasując pamięć SMSów w naszym telefonie, by zatrzeć ślady.
Czy w takim razie od razu trzeba wpadać w panikę, zainstalować antywirusa, firewall i najlepiej w ogóle nie włączać telefonu? Niekoniecznie, ale na pewno warto wyrobić w sobie świadomość, że smartfon to nie jest „tylko komórka”. Con Mallon, dyrektor marketingu firmy Symantec (zajmującej się m.in. oprogramowaniem antywirusowym) w regionie EMEA, uważa wręcz, że w telefonie często mamy więcej wartościowych dla potencjalnego przestępcy informacji niż w komputerze!
Najważniejsza jest świadomość gdzie klikamy i co instalujemy, podobnie jak przy stacjonarnych komputerach. Smartfony zawsze informują nas, jakie prawa dostępu przyznajemy instalowanej aplikacji, więc warto przez automatycznym potwierdzeniem przyjrzeć się temu, co pisze do nas telefon. A jeśli instalujemy aplikacje niewiadomego pochodzenia? Cóż, w rosyjską ruletkę też przy odrobinie szczęścia można wygrać...

Fot. F-Secure Corporation

komentarze (9)

Miesiąc wakacji ciągle przed nami. Wymarzony odpoczynek może niestety zakłócić niedziałający lub uszkodzony telefon komórkowy – wakacje to czas, kiedy nasze urządzenia są szczególnie narażone na działanie wysokich temperatur, zmoczenie lub kradzież. Kilka wskazówek pozwoli Wam uchronić się przed tego typu przykrymi niespodziankami i w pełni cieszyć się urlopem.

Warto pamiętać, że telefon to urządzenie elektroniczne, które pracuje w danym zakresie temperatur – nie należy zatem narażać go na przegrzanie (np. zostawiając aparat w zamkniętym samochodzie, gdzie temperatura może osiągnąć kilkadziesiąt stopni). Na plaży warto schować telefon do plecaka lub przykryć ręcznikiem. Wysoka temperatura ma wpływ na działanie baterii skracając jej żywotność a także wpływa negatywnie na działanie wyświetlacza i w ekstremalnych warunkach może powodować jego uszkodzenie.

Innym czynnikiem, na który nasz telefon jest szczególnie narażony w trakcie wakacji, to wilgoć i zmoczenie. Warto przed wyjazdem nad wodę zaopatrzyć się w futerał np. taki jak na poniższym zdjęciu.

Wodoszczelne i pyłoszczelne pokrowce na sprzęt elektroniczny -  telefon, GPS, Palmtop - umożliwiają ich używanie bez wyjmowania.

Jeżeli jednak spotka nas przykra sytuacja i telefon zostanie zamoczony lub zajdzie wilgocią należy niezwłocznie wyjąć baterię i pozostawić telefon do wyschnięcia. Jeśli serwis producenta nie będzie chciał uznać gwarancji w przypadku zmoczenia, warto poszukać serwisu czy komisu, który rozłoży telefon, wyczyści i zabezpieczy aparat przed ewentualną korozją elementów elektronicznych.

Pamiętajmy również, że czas urlopów to wzmożona ilość kradzieży. Jak unikać takich sytuacji można przeczytać na tej stronie.

W przypadku przegrzania, zmoczenia lub kradzieży telefonu najbardziej uporczywą konsekwencją  jest utrata zapisanych na nim danych: kontaktów, zdjęć, plików multimedialnych. Dlatego warto przed urlopem wykonać kopie danych za pomocą programów udostępnionych przez producentów np. Nokia PC Suite, Polish Sony Ericsson PC Suite, LG -PCSync, SAMSUNG PC Sync.

Pozostaje nam życzyć Wam wspaniałych i niczym niezakłóconych wakacji!

komentarze (1)

Zastanawiałeś się kiedyś, co robi Twój pies, kiedy nie ma Cię w domu? Miałeś ochotę sprawdzić, czym zajmuje się Twoje dziecko, kiedy Ty jesteś w pracy albo jak spisuje się nowa niania? Nic prostszego. Teraz możesz rzucić okiem na swój dom nie opuszczając ważnego spotkania.
UMTS Video Call to rozwiązanie umożliwiające połączenie z kamerką umieszczoną w dowolnym miejscu za pomocą systemu UMTS. Oznacza to, że użytkownik może zobaczyć obraz z kamery wykonując standardowe połączenie w sieci mobilnej operatora. Co jest potrzebne? Telefon komórkowy i kamera, oba urządzenia z aktywną kartą SIM obsługującą połączenia 3G (dowolna karta w Orange). Obecnie Orange Labs testuje mobilną kamerę monitorującą MF58 firmy ZTE w sieci UMTS 850/1900/2100MHz (na zdjęciu). Główne zalety urządzenia to możliwość zdalnego sterowania za pomocą telefonu komórkowego, wysokiej jakości głośnik i mikrofon do realizacji połączenia głosowego oraz możliwość nagrywania na karty microSD. Usługa nie wymaga wgrywania dodatkowych aplikacji ani konfigurowania sprzętu, działa od chwili podłączenia kamery.
Rozwiązanie wydaje się być idealne dla zapracowanych rodziców, którzy w ciągu dnia będą mogli połączyć się z kamerą umieszczoną w domu lub przedszkolu i zobaczyć, co robi ich dziecko. W ten sposób można również sprawdzić, co dzieje się w naszym domu podczas dłuższej wakacyjnej nieobecności. Co sądzicie o UMTS Video Call? 

komentarze (6)

Konsekwentnie poszerzają się nasze możliwości dostępu do internetu niezależnie od tego, gdzie się aktualnie znajdujemy. Dzisiaj kilka słów o szansach, jakie stwarza dla użytkowników Internet of things.
Pierwszym krokiem do możliwości korzystania z internetu bez pomocy komputera stacjonarnego było zminiaturyzowanie przeglądarki obsługującej html i dostosowanie jej do telefonu komórkowego; dotąd wap nie zyskał zakładanej popularności, mimo, że ultramobilny dostęp do informacji od samego początku nęcił zarówno operatorów, jak i producentów telefonów komórkowych.
W czasach eksplozji contentu, , wirtualny świat informacji jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli nie posiadamy najnowszego smartphone'a. Jednak to właśnie te urządzenia tego typu pozwalają wydobyć najwięcej z mobilnej sieci (Internet of things) - poprzez nowoczesny smartphone rozszerzona rzeczywistość (argumented reality) poinformuje nas, gdzie się znajdujemy, co warto sprawdzić w okolicy, co kupić, co obejrzeć. Kolejna aplikacja pokaże , gdzie są teraz nasi znajomi (jeśli są niedaleko, może warto się z nimi spotkać?) i ich sugestie dotyczące miejsc, które warto (lub też nie) odwiedzić. Kolejna wyśle zdjęcie do serwisu społecznościowego. W ten sam sposób znajdziemy najbliższy bankomat, mieszkanie na sprzedaż, najlepszą trasę do biegania, sprawdzimy gdzie tworzą się korki i poznamy  rozkład jazdy.  Dowiemy się jaki film grają w kinie za rogiem. A może lepiej wybrać filharmonię lub teatr? Jeśli jesteśmy w ciekawym klubie, możemy wysłać znajomym zaproszenie może z geolokalizacją albo, ze zdjęciem? Mailem, czy bezpośrednio do kalendarza? Na ulicy słychać wspaniały jazz…, wystarczy uruchomić aplikację, by sprawdzić autora i nazwę piosenki - i od razu kupić,  jeśli tylko mamy na to ochotę.
Apple pokonało  niedawno kolejną barierę: wyświetlacz w najnowszym iPhonie emituje obraz o podobnej szczegółowości, jak otaczająca nas rzeczywistość (http://www.apple.com/iphone/features/retina-display.html). Dzięki urządzenie trzymane przez nas w ręku pełni funkcję oknao dostępu do informacji i kontaktów, będącego łącznikiem pomiedzy światem nas otaczającym i wirtualnym, a nie jedynie urządzenia do dzwonienia. Procentowy udział sieci mobilnej w światowym przeglądaniu internetu konsekwentnie wzrasta, proporcjonalnie do ilości sprzedanych smartphone'ów (http://gigaom.com/2010/03/18/the-mobile-os-market/) - co oznacza, oprócz szybkiego wyczerpywania się adresów ipv4,  zmieniają się nasze przyzwyczajenia w kwestii korzystania z internetu i , że coraz częściej „surfujemy” po bez komputera. W krajach angielskojęzycznych usługi streamingu multimediów święcą prawdziwy triumf - dzięki nim możemy dokończyć oglądanie filmu rozpoczętego w salonie na własnym smartphonie, i to dokładnie od tego momentu, w którym przerwaliśmy.
Czy jest to zapowiadany już koniec ery komputerów stacjonarnych? Według mnie na koniec jeszcze poczekamy, ale na pewno jest to pocz����������������tek zmierzchu dominującej roli komputera stacjonarnego w procesie przeglądania i korzystania z internetu.

Konsekwentnie poszerzają się nasze możliwości dostępu do internetu niezależnie od tego, gdzie się aktualnie znajdujemy. Dzisiaj kilka słów o szansach, jakie stwarza dla użytkowników Internet of things (mobilna sieć).

W czasach eksplozji kontentu, wirtualny świat informacji jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli nie posiadamy najnowszego smartphone'a. Jednak to właśnie te urządzenia tego typu pozwalają wydobyć najwięcej z mobilnej sieci - poprzez nowoczesny smartphone rozszerzona rzeczywistość (augmented reality) poinformuje nas, gdzie się znajdujemy, co warto sprawdzić w okolicy, co kupić, co obejrzeć. Kolejna aplikacja pokaże, gdzie są teraz nasi znajomi (jeśli są niedaleko, może warto się z nimi spotkać?) i ich sugestie dotyczące miejsc, które warto (lub też nie) odwiedzić. Kolejna wyśle zdjęcie do serwisu społecznościowego. W ten sam sposób znajdziemy najbliższy bankomat, mieszkanie na sprzedaż, najlepszą trasę do biegania, sprawdzimy gdzie tworzą się korki i poznamy  rozkład jazdy.  Dowiemy się jaki film grają w kinie za rogiem. A może lepiej wybrać filharmonię lub teatr? Jeśli jesteśmy w ciekawym klubie, możemy wysłać znajomym zaproszenie może z geolokalizacją albo, ze zdjęciem? Mailem, czy bezpośrednio do kalendarza? Na ulicy słychać wspaniały jazz…, wystarczy uruchomić aplikację, by sprawdzić autora i nazwę piosenki - i od razu kupić,  jeśli tylko mamy na to ochotę.
Apple pokonało  niedawno kolejną barierę: wyświetlacz w najnowszym iPhonie emituje obraz o podobnej szczegółowości, jak otaczająca nas rzeczywistość. 

Procentowy udział sieci mobilnej w światowym przeglądaniu internetu konsekwentnie wzrasta, proporcjonalnie do ilości sprzedanych smartphone'ów - co oznacza, oprócz szybkiego wyczerpywania się adresów ipv4,  zmieniają się nasze przyzwyczajenia w kwestii korzystania z internetu i że coraz częściej „surfujemy” bez komputera. W krajach angielskojęzycznych usługi streamingu multimediów święcą prawdziwy triumf - dzięki nim możemy dokończyć oglądanie filmu rozpoczętego w salonie na własnym smartphonie i to dokładnie od tego momentu, w którym przerwaliśmy.

Czy jest to zapowiadany już koniec ery komputerów stacjonarnych? Według nas na koniec jeszcze poczekamy, ale na pewno jest to początek zmierzchu dominującej roli komputera stacjonarnego w procesie przeglądania i korzystania z internetu.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o IoT polecamy świetny artykuł.

komentarze (3)

Podczas seminarium o Cloud Computingu Michał Rosiak przeprowadził ciekawy wywiad z jednym z prelegentów. Paweł Goleń, jeden z czołowych blogerów w dziedzinie bezpieczeństwa IT  wyjaśnia w nim m.in. dlaczego nieunikniona jest sytuacja, gdy nasze życie będzie przypominać to, co pokazuje film „Raport Mniejszości”.

wyraź swoją opinię jako pierwszy

„Przejęcie kontroli nad Twoim komputerem nigdy nie było tak proste!” – w taki sposób ostatnimi czasy firma Adobe mogłaby reklamować swój flagowy produkt, przeglądarkę plików PDF Adobe Reader. Niedługo jednak twórcy złośliwego oprogramowania, tzw. malware’u, będą musieli skupić się na innych metodach rozsiewania tworzonego przez siebie paskudztwa.

Według badań firm, zajmujących się oprogramowaniem antywirusowym, programy firmy Adobe to jedne z najbardziej „dziurawych” aplikacji, za pomocą których do naszych komputerów najczęściej dostaje się malware. Choć do Readera, najpopularniejszej na świecie przeglądarki PDF, systematycznie wypuszczane są zestawy, liczące nawet po kilkanaście łatek bezpieczeństwa, równie systematycznie pojawiają się problemy, związane m.in. z obsługą JavaScript, czy też odtwarzaniem innych plików, osadzonych w dokumentach PDF. W efekcie napastnik po otwarciu przez nas spreparowanego PDFa może wykonać zdalnie dowolny kod na naszym komputerze, np. uruchomić „zaszyty” w potencjalnie niegroźnym dokumencie kod wykonywalny. Może się to skończyć tylko zdestabilizowaniem działania naszego komputera (to wersja najłagodniejsza), ale także podłączeniem go do botnetu, czy wykradzeniem naszych haseł, prywatnych zdjęć, czy innych delikatnych danych.
Wygląda jednak na to, że firma Adobe postanowiła postawić temu kres, bowiem od kolejnej wersji Reader będzie miał zaimplementowany mechanizm tzw. „piaskownicy” (sandbox). Program z domyślnie włączonym sandboxem pojawi się jeszcze w tym roku. Nowy mechanizm bezpieczeństwa nie pozwoli m.in. na uruchomienie za pomocą zewnętrznej aplikacji „zaszytego” wewnątrz pliku PDF załącznika. W „piaskownicy” będą obsługiwane wszystkie polecenia, związane z zapisem danych na dysku. W efekcie, nawet jeśli napastnik skorzysta z „dziury” w Readerze, nie będzie mógł zapisać danych, zainstalować malware’u ani zmienić zapisów w rejestrze systemowym. Czyli wreszcie Reader zostanie – jak wskazuje na to nazwa – programem wyłącznie do czytania plików PDF... Ciekawe tylko, czy zostanie to zrobione porządnie? A jeśli tak, to... co zastąpi Readera w roli głównej „dziury”?

komentarze (2)

Lipiec już się zaczął, przed nami czas urlopów i wypoczynku, podczas którego nie zawsze chcemy zapominać o internecie. W informacjach o wielu hotelach możemy przeczytać, że swoim gościom oferują darmowy dostęp do internetu przez Wi-Fi. To miłe z ich strony, ale czy na pewno możemy korzystać z takiego dostępu bez żadnych obaw?

Nie trzeba oczywiście przesadzać, warto jednak mieć świadomość, co nam grozi, gdy korzystamy z sieci Wi-Fi. Często taka hotelowa sieć – oczywiście w dobrej wierze, dla ułatwienia życia gościom – nie jest zabezpieczana hasłem, bądź hasło jest jedno dla wszystkich, trywialnie proste (w stylu „1111”, czy „1234”). Niestety, takie rozwiązanie ułatwia również życie potencjalnym złodziejom, czy choćby znającym się trochę lepiej na komputerach „współurlopowiczom”, którzy chcieliby zabawić się naszym kosztem.
Urlop i niezabezpieczone WiFi, do tego pewna doza lekkomyślności, a to wszystko przyprawione odrobiną pecha – to nie jest dobra mieszanka. Włamanie do niezabezpieczonego dostatecznie komputera to dla fachowca kwestia naprawdę krótkiego czasu. Czym może się to skończyć? Wyciekiem naszej prywatnej poczty, użyciem naszego konto e-mail do wysłania pogróżek, zakupami w naszym imieniu w serwisie aukcyjnym, podłączeniem komputera do botnetu, zmienieniem z czystej złośliwości jego parametrów... Mało?
Co w takim razie robić? Obowiązkowo uruchomić firewall, warto spytać się, np. w recepcji, o nazwę sieci (tzw. SSID). Sprawdzając nazwę przed połączeniem unikniemy podłączenia się do równoległej sieci (ale o innej nazwie), którą w obleganym hotelu może uruchomić cyber-przestępca. Dodatkowo wchodząc na strony z delikatnymi danymi, jak choćby witrynę banku, czy nawet sprawdzając pocztę przez www, upewnijmy się, czy korzystamy z połączenia szyfrowanego (adres zaczynający się od https, żółta kłódeczka w przeglądarce). Jeśli domyślnie udostępniamy w naszym komputerze jakieś zasoby, przed wyjazdem na urlop lepiej wyłączyć tę opcję.
Po przeczytaniu tego tekstu znajdą się zapewne tacy, którzy powiedzą sobie pod nosem: „Przesadza, może w jednym na tysiąc hoteli zdarza się coś takiego!”. Nawet jeśli tak, to co, jeśli traficie właśnie do tego jednego? A poza tym – przecież to ma być urlop, więc tak naprawdę... po co komu laptop?

Fot. Giorgio Montersino via flickr.com, na licencji Creative Commons

komentarze (10)

Od niedawna użytkownicy naszych usług Orange Freedom oraz Internet dla Firm mogą korzystać z niewielkiego routera NETGEAR DGN1000. Być może niektórzy z Was właśnie teraz zastanawiają się, czy  warto go wziąć, czy lepiej wybrać inne urządzenie. Dlatego chętnie podzielę się wynikami szybkiego testu, który zrobiłem sobie na własny użytek. Przedni panel routera wyposażony jest w diody sygnalizujące jego stan oraz dwa przyciski do sterowania siecią bezprzewodową. Pierwszy przycisk włącza i wyłącza sieć WiFi, drugi odpowiedzialny jest za jej zabezpieczenie. Z tyłu urządzenia znajdują się: antena WiFi, gniazdo RJ11, cztery gniazda RJ45, przycisk On/Off oraz gniazdo zasilania. Na spodzie routera umieszczono przycisk reset przywracający ustawienia fabryczne.

W zestawie brakuje rozgałęzienia niezbędnego do jednoczesnego połączenia telefonu i routera na jednym gniazdku i należy zaopatrzyć się w nie samodzielnie. Dołączona do zestawu płyta zawiera konfigurator urządzenia oraz dodatkowe oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej, które współpracują z Windows 7. Kreator konfiguracji w prosty sposób, krok po kroku przeprowadza przez proces podłączenia urządzenia do linii i komputera. Dodatkowe ułatwienie stanowią animacje pokazujące jak podłączyć i skonfigurować urządzenie. Domyślnie językiem panelu administracyjnego jest angielski, istnieje możliwość jego zmiany w ustawieniach na niemiecki, włoski lub francuski. Użytkownikom nieznającym tych języków pozostaje skorzystanie z płyty konfiguracyjnej. Dostęp do panelu uzyskamy zarówno przez LAN, jak również przez Internet, po uruchomieniu odpowiedniej funkcji. Menu zaprojektowano w przejrzysty i wygodny w użytkowaniu sposób, dodatkowo zostało zaopatrzone w rozbudowane okno pomocy. Zaletą jest to, że router samodzielnie weryfikuje dostępność nowego firmware na stronie producenta. Fabrycznie włączona sieć bezprzewodowa wymaga konfiguracji i zabezpieczenia.

Test zasięgu WiFi wyszedł nieźle. Router podłączyłem na parterze, na drugim piętrze zasięg osiągnął 2-3 kreski. Test prędkości połączenia wskazał 2Mb/s dla łącza ADSL przy pełnym zasięgu uzyskiwałem 4Mb/s. Jednak trzeba brać pod uwagę to, że pomiędzy piętrami jest patio i sporo szkła, stąd w innych budynkach może wyglądać to nieco inaczej. Do warunków domowych i małego biura NETGEAR DGN 1000 powinien sprawdzić się znakomicie.
Router posiada wbudowanego firewalla, a załączone na płycie oprogramowanie pozwala na zdalną konfigurację zabezpieczeń oraz blokadę stron i aplikacji. Podsumowując to dobry wybór dla początkujących jak i nieco bardziej zaawansowanych użytkowników.

komentarze (23)
bezpieczeństwo , wpisów: 18
technologia , wpisów: 15
telekomunikacja , wpisów: 31

zespół

Marta Cieślak

Z wykształcenia jestem psychologiem, z zamiłowania – badaczem, z wyboru – pracownikiem Pionu Centrum...

Marek & Marek

Telekomunikacja - praca czy pasja? Zdecydowanie jedno i drugie! Łączymy głęboką fascynację...

Paweł Jagóra

Moje życie zawodowe kręci się dookoła Internetu oraz rozwiązań mających szansę wnieść coś...

Rafał Jaczyński

Jako Dyrektor Departamentu Zarządzania Bezpieczeństwem Systemów Teleinformatycznych zajmuję się tym,...

Krzysztof Sieczkowski

Tak się złożyło w moim życiu, że jestem dyrektorem od rozwoju produktów i innowacji w grupie TP....

Marek Wajda

Jestem dziennikarzem – kiedyś mediów zewnętrznych, teraz wewnętrznych. Zajmuję się komunikacją i PR....

Michał Rosiak

Przez kilkanaście lat dziennikarz z zamiłowaniem do zagadnień informatycznych. Od niedawna stawiam...

więcej

Historia alternatywna

02.09.2010

Wczoraj minęła rocznica...

Zagrał Orange Warsaw Festival

01.09.2010

Zakończenie lata osłodził...

Dotknąć sztuki

30.08.2010

O tym, jak można pokazać...

iPhone 4, czyli showtime w Polsce

27.08.2010

Jeśli wszystko poszło...

Alfa Romeo za hasło

25.08.2010

Promocja Orange Freedom

22.08.2010

Od poniedziałku ruszamy z...

Silnikowa opera

23.08.2010

W piątek nie...

Za mały i za słaby góral

23.08.2010

Za mały i za słaby: tak...

A to się zdziwiłem

20.08.2010

Powrót z wakacji...

newsletter

captcha

kalendarium