blog sportowy

o sporcie, sponsoringu i marketingu sportowym

sport , wpisów: 100

Gdzie my jesteśmy? My czyli Polacy. Być może te pytanie zadało sobie wielu kibiców po wczorajszym meczu Szwajcarii z Hiszpanią. Skoro Hiszpania rozklepała białoczerwonych 6 do 0 a mogła wygrać wyżej, a później ta sama drużyna przegrywa ze średnią Szwajcarią, to gdzie jest Polska. W czarnej dziurze tak sobie pomyślałem jesteśmy, która się pogłebia jeśli popatrzymy na "sukces" młodzieżówki, która przegrała z potężnym Luksemburgiem 0 do 1. A przecież z młodzieżówki może ktoś "zabłysnąć" na ME 2012.  

Skoro rzeczywiście jesteśmy w tej czarnej dziurze to chyba musimy się wziąść do roboty, bo czasu z jednej strony jest mało, ale z drugiej to ponad 700 dni, gdzie każdy dzień może przynieść odkrycie talentu, każdy dzień może wzbogadzić taktykę, albo wytrenować skoczność zawodników z Paragwaju, szybkość Koreańczyków z północy, czy dyscyplinę Szwajcarów. Może wreszcie trafimy jakiegoś Podolskiego, a moze nie, może Jeleń będzie w pełni zdrowy, a może złamie sobie nogę miesiac przed Euro. To wszystko może się zdarzyć. Ale to od trenera, sztabu, Zwiazku zależy, czy ten czas przepracujemy dobrze, tak by znaleść 25-30 zawodników, którzy razem będą gryźć ziemię i nie przestarszą sie ani Niemców, ani Anglii ani Hiszpanii. Bo ich za dwa lata może zgubić pewność, że grają z leszczami i tylko kwestia czasu kiedy wpadnie bramka. Więc uczmy się od najlepszych bo nic nie jest dane na zawsze i beznadziejni w tym roku Grecy osiem lat temu zdobyli mistrzostwo Europy, a świetni dwa tygodnie temu Hiszpanie nie dali radę przeciętnej Szwajcarii, a Korea Północna no-name na piłkarskiej mapie świata przestraszyła nieco Brazylię.

Nie wierzmy wyłącznie w magię naszych stadionów i kibiców. Oni mogą zedrzeć gardła, zrobić tu sabat czarownic jakiego jeszcze Europa nie widziała. Ale wszystko rozegra sie na murawie, w nogach i głowach zawodników. Gospodarze nie mają nic za darmo, przekonała sie o tym na ME Belgia później Austria, teraz na najlepszej drodze do pożegnania sie z turniejem jest RPA. Za dwa lata za gospodarzami imprezy stanie cała Polska i Ukraina, ale w efekcie to będzie tylko mecz jedenastu na jedenastu i pytanie jakich naszych jedenastu zobaczymy. Jesli przez te 700 dni będą gryźć murawę, walczyć z innymi i z samym sobą na pewno będzie to inna ekipa niz dzisiaj i inaczej też zostanie zapamiętana przez cały naród. Polacy są pamiętliwi, dlatego wciąż pamiętają o Webmley, o Lato, Bońku, Szarmachu, Deynie, Lubańskim a nie pamiętają ..., ja też tych co przegrali nie specjalnie pamiętam

wyraź swoją opinię jako pierwszy

Drogi Marku

Jako wierny kibic San Marino, przepraszam … Polski. Tak mi się tylko skojarzyło. Oczywiście oglądałem i nie ukrywam, że się wstydzę za wynik i za to gdzie jestesmy na piłkarskiej mapie Europy.

Przed meczem polscy dziennikarze pytali Hiszpanów, o polskich zawodników. I słyszeli zazwyczaj: eeeeee nie wiem, nie znam, nie słyszałem. A trenerem według hiszpańskich dziennikarzy był Zmuda ewentualnie Leo Beenhakker. Czyli było dokładnie tak jakby przed meczem dziennikarz z San Marino pytal naszych reprezentantów o to, który z reprezentantów księstwa jest najlepszy i czy potrafią wymienić graczy z tego mikropaństweka. Musimy pogodzić się z tym, że my dla Hiszpanii jesteśmy takim San Marino, tyle, że trochę większym bykiem, w którego pikadorzy co chwilę wbijają mu lance, a matador kończy sprawę.

Po wczorajszym meczu cieszy mnie natomiast opinia Zbigniewa Bońka, który przed meczem mówił m.in. „Miło patrzeć, jak nasi zawodnicy wychodzą na boisko i od początku meczu dążą do zwycięstwa. Grają ofensywnie, szybko i kombinacyjnie”. Aha nie dodałem, on mówił o białoczerwonych. A więc po meczu wyszło kabaretowo.

Rok temu krytykowana kadra przebywała w RPA i grała słabo, a później mieliśmy „jesień średniowiecza”, gdzie przeraliśmy wszystko w fatalnym stylu. Teraz sytuacja jest trochę inna. Bo nie mamy nic do przegrania na jesieni.

Smuda zapowiada, że do końca roku buduje kadrę i na wyniki musimy poczekać. Dlatego dobrze, że w sierpniu nie zagramy z Włochami, ale prawdopodobnie z Kamerunem. Bo sparing z mistrzami świata obecnie nie ma sensu, ani dla nas, ani dla nich.

Na razie na boisku są jaja jak berety, ale pocieszam się tym, że z jaj wychodzą później kurczaki, koguty, a czasem łabędzie. Być może i my trafimy w końcu złote jajo. Tego wszystkim sfrustrowanym kibicom, którzy na taką porażkę czekali 50 lat i Tobie Marku życzę.

wyraź swoją opinię jako pierwszy

Zapomniany mecz

Jarosław Kończak w sport|skomentuj (3)

Wracałem z Kielc w niedzielę rano. Słuchałem radia, a w nim czasem też wiadomości. Wśród nich były również te sportowe. I z nich dowiedziałem się, że Witalij Kliczko zgodnie z przewidywaniami pobił Alberta Sosnowskiego, dowiedziałem się kto zajął pole position przed GP Turcji. Mówili też o rajdzie samochodowym dokoła Portugalii, pojedynku o mistrzostwo Niemiec szczypiornistów, ostatnim skoku Leszka Blanika (najwybitniejszego polskiego gimnastyka) i finale NBA i jeszcze czymś tam na świecie.

Pewnie w tym opisie nie ma nic nadzwyczajnego, poza jednym .... W sobotę w Kielcach był mecz i to piłkarskiej reprezentacji Polski, która bezbramkowo zremisowała z Finlandią. A w radiu cicho o tym i gdybym na stadionie nie był, to bym nawet nie wiedział, że ktoś tam grał, choć trzeba przynać, że w sumie o nic. Stadion był jednak pełen, zabawa dla kibiców przednia, oprawa znakomita, no może wynik słaby, ale  ....

Ale dlaczego wobec tego, w porannych serwisach sportowych następnego dnia i to w cieszących się największą popularnością stacjach nic nie ma o meczu. Jestem pewien, że przynajmniej w większości pracują tam kompetentni ludzie. I oni z całą świadomością nie dodali do sportowych serwisów informacji o meczu, uznając, że są ważniejsze rzeczy w sporcie (jakie o tym powyżej). I myślę, że właśnie to jest najgorsza informacja dla Franciszka Smudy i reprezentantów, że ze swoim wynikiem nie przebili się do sportowego, radiowego  serwisu informacyjnego. 

komentarze (3)

O samym losowaniu w Warszawie nie ma co pisać. Kulki, znani panowie w roli sierotek, żadnej Charlize Theron na ekranie i dla nas zero emocji, choćby takich jakich doświadczyli kierowcy, którzy zaparkowali blisko Sali Kongresowej, co powodowało przymusową wycieczkę ich samochodu na parking Straży Miejskiej. A efekt tej pracy :

Grupa A: Azerbejdżan, Kazachstan, Belgia, Austria, Turcja, Niemcy
Grupa B: Andora, Armenia, Macedonia, Irlandia, Słowacja, Rosja
Grupa C: Wyspy Owcze, Estonia, Słowenia, Irlandia Płn., Serbia, Włochy
Grupa D: Luksemburg, Albania, Białoruś, Bośnia-Hercegowina, Rumunia, Francja
Grupa E: San Marino, Mołdawia, Węgry, Finlandia, Szwecja, Holandia
Grupa F: Malta, Gruzja, Łotwa, Izrael, Grecja, Chorwacja
Grupa G: Czarnogóra, Walia, Bułgaria, Szwajcaria, Anglia
Grupa H: Islandia, Cypr, Norwegia, Dania, Portugalia
Grupa I: Liechtenstein, Litwa, Szkocja, Czechy, Hiszpania

Tu można by pisać tomy, kto ma większe szanse, porównując statystyki, dotychczasowe osiągnięcia. Można zauważyć mecze z podstekstem politycznym (Niemcy-Turcja), historycznym (Finlandia-Szwecja), (Anglia-Walia). itd. itp. Jednak jak weźmiemy na tapetę tylko sport to okaże się, że przynajmniej dzisiaj nie widać tu jakiejś specjalnej grupy śmierci, czy pojedynków, które elektryzować będą całą Europę. Oczywiście dzięki koszykom, z których losowano zespoły nikt się też cudów nie spodziewał. A jak będzie, zobaczymy już od 3 września br., kiedy rozpoczynają się eliminacje. A o efektach porozmawiamy 15 listopada 2011, kiedy zakończą się baraże. Faworyci są znani i i ich określa najlepszy koszyk, a kto jeszcze  - nie będę się bawił we wróżby, bo dzisiejsza wartość drużyny, wcale nie musi przełożyć się na to jak będzie się prezentowała za rok, czy półtora (oby było też tak z Polską ). Ja tylko przypomnę, że w eliminacjach do MŚ 2010 ta łatwa grupa to była nasza grupa, z której wyjść miały Czechy a Polska miała być druga.

Jak się jednak okazuje dla nas najciekawsze rzeczy podczas losowania działy się w kuluarach. I teraz mamy hit: Polska zagra z mistrzami Europy Hiszpanami., Tak zgodnie powiedzieli  Grzegorz Lato i szkoleniowiec Hiszpanii Vicente del Bosque. Spotkanie na być rozegrane 8 czerwca w Madrycie tuż przed wyjazdem do RPA (my też wyjeżdżamy po tym meczu ... ale na wakacje). I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien tytuł prasowy "Jak Smuda ma spaść, to z hiszpańskiego konia". A dlaczego ma spaść, i czy ten koń jest naprawdę taki narowisty, że przy upadku można się połamać? Przecież dla MŚ ten mecz to będzie sparing, gdzie poćwiczą trochę założeń taktycznych, Hiszpania przed wyjazdem będzie grała na ćwierć gwizdka, a nie na pół. Nikt się nie poświęci i najważniejsze będzie aby uniknąć kontuzji w przededniu MŚ. Tak więc hiszpański kucyk konia tym razem przypominać nie będzie i nikt tez z niego nie spadnie. Musimy jednak pamiętać, że nawet kucyk przebierać nóżkami potrafi i z jego umiejętnościami nawet na ćwierć gwizdka potrafi strzelić bramki. A dla naszej, budowanej na Euro 2012 drużyny, będzie to duża szansa, żeby zobaczyć, że Ci po drugiej stronie boiska to nie nadludzie, ale ludzie tylko mówiący innym językiem. A ta wiedza się przyda, bo patrząc jeszcze raz na losowanie eliminacji ME 2012, podczas tej imprezy nie zabraknie faworytów i raczej nie unikniemy w grupie drużyn pokroju Hiszpanii, Niemiec czy Chorwacji. I nie będą to wtedy mecze towarzyskie.

wyraź swoją opinię jako pierwszy

Thailand to kraj wolnych ludzi. Jednak na boisku okazuje się, że wolni Tajowie biegają bardzo szybko i w meczu przeciwko Polsce ich atutem będzie właśnie szybkość. Gdy popatrzymy na ostatni ranking FIFA wydaje się, że faworytem są białoczerwoni (58), a nie gospodarze (105). Inaczej jednak uważa Franciszek Smuda, który na dzisiejszym treningu na boisku uniwersyteckim w Khorat powiedział, że faworytem są gospodarze. "Są w środku sezonu, grają ważne mecze w Pucharze Azji i nie ma mowy, żeby nas nie zabiegali - mówi Franz - ich atutem jest też znakomita dyscyplina i zgranie, bo my spotkamy się z pierwszą drużyną kraju. Brakuje im zaledwie kilku podstawowych zawodników grających w ligach zagranicznych."  Pamiętajmy, że prowadzi ich nie byle kto bo Bryan Robson (autor najszybciej strzelonego gola na mundialu  - w 1982 strzelił bramkę Francuzom już po 27 sekundach gry - choć na razie trener bez dużych sukcesów) To zresztą już trzeci z rzędu angielski selekcjoner Tajów, więc kultura gry gospodarzy jest bliższa europejskiej niż była jeszcze kilka lat temu. W dodatku Tajlandczycy, którzy grają przed własną, bardzo żywiołowo reagującą publicznością, bardzo poważnie podchodzą do turnieju, który dla nich jest bardzo prestiżowy, przede wszystkim ze względu na patrona, ukochanego tu przez naród króla. Jak mówi Su, tłumaczka kadry, piłka choć nie jest sportem narodowym, to jednak jest bardzo popularna a wyniki reprezentacji, są chlubą bądź powodem do wstydu dla milionów kibiców. Stawka dla zawodników i trenera gospodarzy plus oczekiwania kibiców podnosza presję. A ta odciska się też na sędziach, którzy pokazali się już z nienajlepszej strony w meczu z Singapurem, pomagając w zwycięstwie miejscowym. To zaś oznacza, że Smuda obawia się o wynik, choć cały czas podkreśla, że nie przyjechał tu dla zwyciestw, ale by przyjrzeć się z bliska wybranym zawodnikom. "Na tym etapie przygotowań chciałbym aby nasi zawodnicy wytrzymali dłużej niż w meczu z Danią - mówi Franz - dłużej czyli jakieś 60 minut. Bo na wiecej na tym etapie przygotowań nie da się zagrać na pełnych obrotach."

 kibice Tajlandiikibice Tajlandii

Z drugiej strony trener musi wiedzieć, że nawet na etapie selekcji kibice chcą wyników, bo nikt nie będzie na żywo oglądał meczów przegrywającej raz za razem drużyny.

komentarze (2)

Panie Achmend kończ Pan ten mecz!!!! Wszyscy znają ten okrzyk i chyba wszyscy pamiętają ten jeden z największych sukcesów Franciszka Smudy. W niedzielne tajlandzkie popołudnie Duńczycy wreszcie wzieli rewanż. Choć ten rewanż nie ma smaku. Wtedy stawką była Liga Mistrzów. Teraz stawką jest ...., no właśnie co? Praktycznie nic. To jak wygranie zakładu o  ... przekonanie. I jakoś nie dziwię się trenerowi, który na pytanie: Jak Pan ocenia ten mecz? Mówi - jestem zadowolony.

F. Smuda

Jak to? przegraliśmy z Danią a trener zadowolony? Słońce, zatrucie pokarmowe, brak ambicji?

Nic z tych rzeczy. Franz nie przyjechał tu wygrać Pucharu Króla (choć oczywiście najchętniej wygrałby z każdym po 5 do 0). Jego zadaniem jest wstępna selekcja i wybranie składu, który zagra za rok, może za dwa. "Nie chce analizować gry na podstawie fragmentów ligowych występów. Chce się przyjrzeć zawodnikom z bliska, porozmawiać z nimi, dotknąć ich i wiedzieć czego mogę po nich oczekiwać, nie dziś, ale za pół roku, rok. To jest ważniejsze niż wynik - mówi Smuda - Już dziś na parę pytań sobie mogę odpowiedzieć. Ale do tego potrzeba żywego meczu, nie Piasta z Bełchatowem, ale Reprezentacji. Bo to, że ktoś się wyróżnia w klubie wcale nie musi sprawdzić się w kadrze. I do tego te trzy mecze są niezbędne. Ja swoje wnioski mam i jestem z obserwacji zadowolony". Ci, którzy mecz oglądali chyba nie mogli by podpowiedzieć trenerowi, kto z nowych zasłużył na dalsze szanse, bo i trudno dziś o zachwyty. A co na to trener "na razie sprawdzili się ci, których klasę już znamy: Robert Lewandowski, "Peszek" . Nieźle zagrał Maciek Iwański, a i "Ryba" się pokazał. Ale ich już znamy.  Ja się muszę przyjrzeć uważnie Łukaszowi Mierzejewskiemu, bo tego chłopaka trudno ograć i w kadrze na jego pozycji widziałem gorszych." Kiedy mówimy o obronie patrzymy też na bramkę. Tu zaś Jacek Kazimierski, trener bramkarzy mówi "Z bramkarzami nie ma kłopotu, a Pawełek zasłużył na powołanie, a że zagrał jak zagrał. Parę interwencji miał udanych". Ale pamietamy, że pare też nie.

A jeśli ktoś ma swoje odkrycie meczu, aebo swojego zawodnika, którego lepiej już nie powoływać to zapraszam do wyrażenia opiniii, a Wasz zdanie na pewno przekażę trenerowi. Ciekawe co on na to?

F. Smuda

 

komentarze (3)

Pewna Pani zapytała mnie, czy Polacy jadą grać w piłkę do Tajlandii tylko dlatego, że tam mają szanse wygrać, bo już w Europie nie dają rady. Oczywiście zaprzeczyłem. Niemniej chwilę później zastanowiłem się dlaczego tam gramy i co możemy podczas tego egzotycznego rajdu osiągnąć. 
Ale zanim o tym, to dwa zdania o samym Pucharze Króla Tajlandii – bo tak dokładnie nazywa się ta impreza. To w sumie turniej o długich tradycjach, bo rozgrywany jest rokrocznie od 1968 roku (choć i tu były przerwy bo Puchar nie odbył się w latach 1983, 1985 i 2008). Co roku zbierały się więc cztery, czasem bardzo egzotyczne zespoły. Jak choćby reprezentacja armii koreańskiej, armii chińskiej, czy amatorzy FC Liverpool lub U-20 Brazylii. Było też trochę bardziej znanych firm, jak choćby Szwecja, ZSRR, Finlandia czy Węgry. Niemniej Puchar pozostaje dalej imprezą mocno egzotyczną, która do rankingów światowych reprezentacji wiele nie wniesie. 
Co może mieć z tego Franz? A może mieć całkiem sporo. Zabierając ze sobą wyłącznie naszych ligowców ma szanse przyjrzeć się zawodnikom, którzy mogą stanowić trzon pierwszej reprezentacji na najbliższe lata lub też pożegnać się z niektórymi nazwiskami na dłuższy czas. Ta naturalna tajlandzka selekcja ma szanse wpłynąć na samych zawodników, dla których być może będzie to jedyna szansa pokazania się trenerowi w najbliższych miesiącach. Franz będzie miał też czas popracować ze swoim nowym sztabem (a jak wszyscy wiemy ten sztab miał wyglądać do niedawna trochę inaczej). 
Jeszcze gdy dodamy, że to wszystko się odbędzie na koszt króla Tajlandii mamy trochę królewskie wakacje ze szczyptą footballu. Ja tylko mamy nadzieję, że ta szczypta przybierze przede wszystkim biało-czerwone barwy.  

Korzystając z okazji już teraz szczególnie zapraszam na swój blog, na którym w najbliższych dniach znajdą Państwo najświeższe i widziane z bliska informacje i zdjęcia ze zgrupowania w Khorat.


Poniżej Puchar Króla 2010 w pigułce. 

Terminy meczów reprezentacji Polski w turnieju o Puchar Króla:

17 stycznia Polska - Dania; godz. 16.00 czasu lokalnego (godz. 10.00 czasu polskiego) 
20 stycznia Polska - Tajlandia; godz. 18.30 czasu lokalnego (godz. 12.30 czasu polskiego) 
23 stycznia Polska - Singapur; godz. 16.00 czasu lokalnego (godz. 10.00 czasu polskiego).

Skład reprezentacji Polski:

bramkarze: Mariusz Pawełek (Wisła Kraków), Sebastian Przyrowski (Polonia Warszawa); 
obrońcy: Tomasz Brzyski, Maciej Sadlok (obaj Ruch Chorzów), Piotr Brożek (Wisła Kraków), Kamil Glik (Piast Gliwce), Tomasz Jodłowiec (Polonia Warszawa); 
pomocnicy: Łukasz Mierzejewski (Cracovia Kraków), Janusz Gol, Jakub Tosik (obaj PGE GKS Bełchatów), Maciej Iwański (Legia Warszawa), Jacek Kiełb (Korona Kielce), Adam Matuszczyk (FC Koeln), Maciej Rybus (Legia Warszawa), Tomasz Bandrowski, Sławomir Peszko (obaj Lech Poznań); 
napastnicy: Patryk Małecki (Wisła Kraków), Dawid Nowak (PGE GKS Bełchatów), Marcin Robak (Widzew Łódź), Robert Lewandowski (Lech Poznań).


komentarze (2)

Choć za oknem mróz i sama Justyna Kowalczyk (póki co liderka Pucharu Świata i nasza główna nadzieja medalowa na Igrzyska w Vancouver) przyznaje, że łatwiej jej przebiec parę kilometrów niż jej kierowcy odpalić samochód - ja zastanowię się nad tym, co na pewno wpadło do głowy niejednemu kibicowi bynajmniej nie zimowego sportu. 
Na co czekam, jako kibic piłki nożnej w 2010 roku. Po długiej nocnej sylwestrowej rozmowie w gronie tych, którzy razem zasiadali ze mną na niejednym stadionie, doszliśmy do smutnego wniosku. NA NIC NIE CZEKAMY. W tym roku nie zostanie otwarty żaden wielki stadion na Euro 2012. Polska nie zagra żadnego meczu o wysoką stawkę. Nie będzie odliczania tygodni, dni, godzin do gwizdka sędziego, który rozpocznie mecz, na który wszyscy czekali. Znów będę, jak 20 lat temu dopingować na MŚ Kamerunowi, choć mój ulubiony Roger Milla już dawno nie gra. A na dodatek znowu w czerwcu usłyszę w telewizji „pocieszające”, że mamy polski akcent na MŚ bo „Sędzia główny meczu, kiedyś spędził miesiąc miodowy na polskim Batorym”, albo „Babcia żony szwagra napastnika np. Brazylii była kiedyś w Zakopanem i jadła oscypki”. I podobnie jak milion polskich kibiców wścieknę się po takim tekście i włączę komentarz radiowy. 
Ale kiedy już wszystko co złe na temat nowego piłkarskiego roku 2010 zostało powiedziane nagle zaświtała mała iskierka nadziei. Przypomniałem sobie pewną epokę filozoficzną i literacką – pozytywizm. W Polsce jednym z głównych hasał pozytywizmu była praca u podstaw wykonywana w mrocznym dla żyjącej w zaborach Polski XIX wieku. 
A więc i my skorzystajmy z doświadczeń i skoro mamy teraz czas: budujmy stadiony, szkolmy młodzież, budujmy reprezentację, pomagajmy jej a nie przeszkadzajmy. A ja skończymy pracę u podstaw wzorem naszych XIX wiecznych przodków może zawalczymy najpierw z rusyfikacją: Polska-Rosja 3:1 w półfinale ME 2012 a później w Finale z germanizacją – Polska-Niemcy 3 do 0. 
Myślę, że na taką myśl ucieszyłby się nawet Bolesław Chrobry. Ja przynajmniej ulegając tym wizjom, w pierwszą, noworoczną noc również byłem uśmiechnięty i tego uśmiechu i pozytywnych myśli oraz „wibracji” wszystkim w 2010 roku serdecznie życzę.


komentarze (5)

Trochę się zdziwiłem, i tu pytanie sam do siebie i innych czy słusznie. A zdziwiłem się tym że wybrany miesiąc temu na Euro 2012 trener Piłkarskiej Reprezentacji Polski - Franciszek Smuda, być może wcale nie poprowadzi Polaków na tej imprezie, a nawet nie koniecznie dotrwa do końca przedmistrzowskich przygotowań. Ale najbardziej zdziwiony był sam zainteresowany, który słysząc, że ma podpisać umowę, w której nie ma żadnej gwarancji pracy z reprezentacją podczas Euro odpowiedział „Nie podpisze! Niech podpisze ją turysta z Antarktydy albo kelner z hotelu”.Zdziwieniu i oburzeniu trenera się nie dziwię. Jeszcze chwilę temu był najszczęśliwszym selekcjonerem na ziemi, a teraz okazuje się, że radość może być przedwczesna i to co wypracuje w każdej chwili może być kontynuowane przez kogoś innego. Cała sprawa ma związek z kontraktem Leo Beenhakkerem, który miał tak podpisaną umowę, że trudno było go zwolnić bez wypłaty całego kontraktu. Stąd PZPN dmucha teraz na zimne i chce wprowadzić w umowę klauzulę wypowiedzenia bez konieczności wypłaty pełnego wynagrodzenia. Taka postawa obu stron pozwala przypuszczać, że negocjacje nie będą łatwe. Nie wyobrażam sobie jednak aby ich wynik był inny niż sfinalizowanie umowy. Pytanie, tylko czy jest kompromis, czy też ktoś będzie musiał się ugiąć, a wówczas kto to będzie.


komentarze (5)

Przed tym meczem wszyscy wierzyli, że nie będziemy mieli problemów z Kanadą, która kilka dni temu łatwo przegrała z Macedonią 0 do 3. Nam udało się strzelić tylko jedną bramkę choć okazji nie brakowało, a najwięcej z nich stworzył Lars Hirschfeld, bramkarz reprezentacji gości. Nikt chyba nie przypuszczał, że piłkarze klonowego liścia są tak słabi, stąd chyba nie jest przesadą, że za oceanem w piłkę grają tylko ci, którzy nie potrafią grać w kosza czy jeździć na łyżwach. O zainteresowaniu footballem w Kanadzie świadczy choćby to, że liczba dziennikarzy z tego kraju, którzy akredytowali się na wczorajszym meczu wyniosła 0 (słownie ZERO). I choć przeciwnik był wyjątkowo słaby, nasi również nie błysnęli z wyjątkiem bramki Maćka Rybusa, wszyscy jednak zgodnie odetchnęli. 
Odetchnęli piłkarze, bo wreszcie się udało i po 388 minutach bez bramki strzelamy gola i wygrywamy. Uspokoili się kibice, którzy dość licznie (ok. 8 tys.) stawili się na stadionie w Bydgoszczy. Odetchnął PZPN, że kibice jednak przyszli i że na koniec najgorszego piłkarsko roku od lat wielu, udało się wygrać. Odetchnął w końcu Franciszek Smuda, że spokojnie będzie mógł budować drużynę przez kolejne miesiące.
Zmartwi się jedynie Burkina Faso, która bezpośrednio wyprzedzała nas w rankingu FIFA i teraz prawdopodobnie znajdzie się za nami :)


komentarze (5)

Polska - Rumunia 0:1

Jarosław Kończak w sport|skomentuj (2)

Nie chcę pisać o ostatnim wyniku na Łazienkowskiej, ani o 370 minutach bez strzelenia bramki, co przybliża naszą reprezentację do rekordu wszechczasów. Ani słowa też o tym, że jeden rekord w sobotę już padł – blisko 40 milionowy kraj rozegrał swój oficjalny mecz międzypaństwowy na zapiaszczonym boisku na placu budowy co już jest swoistym rekordem: tylko czego? - Guinessa, a może nie rekordem tylko szczytem … ? Nie mówmy też o cudach Franciszka Smudy bo rezerwacja na cuda w naszej kulturze już jest zarezerwowana od tysięcy lat i popularny Franz raczej licencji na cuda nie dostał ….A co dostał, to wszyscy widzieli na boisku w sobotę (ci którzy nie widzieli nie mają czego żałować). Kiedy już wyrzuciłem z siebie troszeczkę trapiących mnie myśli (zaznaczam, że tylko troszeczkę) poszukam optymistycznych wieści przed dzisiejszym meczem i spróbuję powiedzieć, dlaczego z naszą reprezentacją nie jest tak źle jak być mogło. Ale o tym za chwilę.

Pol - Rum

komentarze (2)
sport , wpisów: 100

zespół

Jarosław Kończak

Z wykształcenia jestem dziennikarzem, politologiem (tu nawet udało mi się obronić doktorat i książkę...







Bartosz Nowakowski

Przygodę ze sportem, jak większość chłopaków, rozpocząłem kopiąc piłkę w czasie długich, letnich dni...

Marek Wajda

Jestem dziennikarzem – kiedyś mediów zewnętrznych, teraz wewnętrznych. Zajmuję się komunikacją i PR....

Jarek & Marek

Połączyła nas piłka i wspólna praca przy reprezentacji Polski. Później okazało się, że łączy nas...

więcej

Historia alternatywna

02.09.2010

Wczoraj minęła rocznica...

Zagrał Orange Warsaw Festival

01.09.2010

Zakończenie lata osłodził...

Dotknąć sztuki

30.08.2010

O tym, jak można pokazać...

iPhone 4, czyli showtime w Polsce

27.08.2010

Jeśli wszystko poszło...

Alfa Romeo za hasło

25.08.2010

Promocja Orange Freedom

22.08.2010

Od poniedziałku ruszamy z...

Tips & Tricks - iPhone

02.09.2010

W piątek 29 sierpnia do...

Jak poprawić odbiór sygnału sieci mobilnej?

27.08.2010

Użytkownicy mobilnych...

Naviguj z Orange!

24.08.2010

Dzięki Orange...

newsletter

captcha

kalendarium