blog sportowy

o sporcie, sponsoringu i marketingu sportowym

sport , wpisów: 100

No i mleko się wylało. Nudna, słaba Legia zakończyła hiszpański eksperyment przy ulicy Łazienkowskiej. A dokładnie eksperyment zakończył telefon do Jana Urbana. Telefon pochodził od władz klubu i po zakończeniu krótkiej rozmowy Urban przeszedł do historii. Kilka godzin później zadzwonił telefon Stefana Białasa, po którym trener udał się do prezesa Legii i z jego rąk otrzymał nominację na nowego trenera wojskowych. Kończy się więc hiszpańska epoka,  w której Legia wygrała 66 razy, 21 razy schodziła z boiska pokonana i zanotowała 27 remisów. Kończy się historia słabych transferów pod kierownictwem dyrektora sportowego Mirosława Trzeciaka - Pancze Kumbew, Piotr Giza, Marcin Komorowski.  Puchar, Superpuchar i dwukrotne wicemistrzostwo kraju to jednak za mało na aspiracje władz klubu i zdecydowanie za mało dla kibiców legii, którzy mają dosyć supremacji Wisły.  Miała być na łazienkowskiej Barcelona, a wyszedł piłkarski potworek lany przez największych kelnerów w ekstraklasie, zespół w którym bramki potrafi strzelać tylko nieobliczalny Takesure Chinyama, ale to akurat żadna zasługa Urbana. Może to i dobrze, że tego jaka grała Legia nie oglądało na żywo za dużo kibiców (stadion się cały czas buduje), bo Legia nie zasługuje na to jak wygląda w ostatnim czasie.

Podobne zdanie można powiedzieć o drugim największym przegranym dopiero rozkręcającej się rundy wiosennej. Mistrz Polski o niespełnionych aspiracjach w Lidze Mistrzów też wymaga zmian. A te chyba są tylko chwilowo oddalone w czasie, do chwili, kiedy Bogusław Cupiał znów znajdzie się na polskiej ziemi. Wówczas najprawdopodobniej skróci męki Macieja Skorży, który ostatnio zrobił wszystko, aby zniechęcić do siebie jego najwierniejszych sympatyków.

Zmiany są konieczne bo gdy rycerzami wiosny stają się zespoły Zagłębia Lubin czy odry Wodzisław, to w ekstraklasie nie dzieje się najlepiej. A ja się boję, że znów wymęczony mistrz natknie się na potęgę piłkarską w rodzaju Levadii Tallinn, Valerengii Oslo czy Cementarnicy Skopje i znów będę się wstydził.

 

komentarze (4)

Nie będę pisał o piątkowym losowaniu MŚ 2010, szansach poszczególnych zespołów, pojedynkach gwiazd i proroctwach kto będzie mistrzem, a kto czarnym koniem. Zajmę się Seppem Blatterem i jego FAIR PLAY. . 
Po ostatnim meczu Francja-Irlandia najpierw prezydent FIFA zwala całą winę na sędziego, który zawinił, no i stało się – awansowała Francja. Ale mecz był FAIR PLAY. Na protesty Irlandii odpowiada, że nic w tej sprawie nie można zrobić, powtórki meczu nie będzie, i nie ma co podnosić temperatury w tej sprawie. Później słyszymy, że ma się w sprawie ( która przecież jest FAIR PLAY) odbyć się śledztwo. Jakie śledztwo – każde nawet niepiśmienne dziecko zauważyło, że ten czarnoskóry pan zagrał ręką – po co więc dochodzenie FIFA. Światli i nieświatli, piśmienni i niepiśmienni, bogaci i biedni, proponują, żeby w takim razie wprowadzić powtórki video na MŚ 2010, bo to oszczędzi międzynarodowych skandali i zapewni uczciwość najważniejszych na świecie rozgrywek sportowych (a w przerwach na analizy video można nadawać reklamy, więc można dodatkowo zarobić). I słyszymy, że powtórki spornych sytuacji, a więc uczciwość rozgrywek są niepotrzebne. FIFA ma bowiem FAIR PLAY. Nawet publiczne żarty Blattera z oferty Irlandii (choć nierealnej), jako 33 uczestnika mistrzostw są FAIR PLAY. 
Ale już FAIR PLAY nie są protesty Irlandii, nie jest żart Charlize Theron, która wyciągając na próbie kulkę z napisem France, powiedziała Ireland. I nie jest FAIR PLAY domaganie się prawdziwego FAIR PLAY.  


komentarze (5)

A jak pisałem o Liverpoolu to warto kilka zdań więcej powiedzieć o jego hymnie (do czego zainspirował mnie Maciek, pzdr.). YNWA powstała w 1963 roku kiedy to Garry Marsden i jego zespół "Gerry & the Pacemakers" nagrali piosenkę, która stała się hitem. Muzyka była puszczana na Anfield i jak legenda głosi pewnej soboty, piosenka nie została zagrana, ale to kibice zaczęli ją śpiewać. Od tego momentu YNWA jest śpiewana na Anfield podczas każdego meczu, kiedy piłkarze wchodzą na murawę. 
YNWA dziś jednak nie należy tylko do Liverpoolu. Podchwycili ją kibice Celticu Glasgow. A później już poszło serią. Śpiewają ją więc m.in: Holandia (Ajax Amsterdam, NEC Nijmegen, SV Heerenveen, Feyenoord i FC Twente Enschede.), Belgia (KFC Germinal Beerschot Antwerpen), Niemcy: (Schalke 04 Gelsenkirchen, St. Pauli Hamburg i Hallesher FC Halle.), Włochy (AC Milan i AS Roma – choć trochę inaczej niż oryginał), Austria (Rapid Wiedeń), Szwajcaria (FCL Lucern), Chorwacja (Dinamo Zagrzeb), a nawet Japonia (FC Tokyo). Tą wyliczankę można prowadzić dalej bo YNWA śpiewana jest przez mniej znane kluby piłkarskie, ale też kluby hokejowe, siatkarskie, a może też inne. Tak więc po latach przestała być piosenką, ale stała się legenda, a dlaczego, trzeba zobaczyć na jednym ze stadionów, gdzie śpiewa ją kilkadziesiąt tysięcy gardeł.
I tak zastanawiam się gdy słyszę “When you walk through a storm, hold your head up high,…” jak to się ma do naszego „Entliczek pętliczek co zrobi Piechniczek …”


komentarze (7)

Najpierw zobaczyłem piękną i bardzo spóźnioną reakcję Henry’ego, który mówi, że przecież PO MECZU wszystkim tzn. (sędziemu, dziennikarzom, kibicom) mówił, że zagrał ręką. A mógł to zrobić kilkanaście minut wcześniej i byłby bohaterem Fair Play wszystkich kibiców, a nie tylko części francuskich (bo i tam wielu czuje niesmak po tym awansie). A tak czarny PR Irlandczyków, a z pewnością też innych anglojęzycznych krajów spowoduje, że świetny napastnik francuski przejdzie do historii trochę inaczej niż przeszedłby jeszcze tydzień temu. 
Chwilę później przeczytałem o działaniach niemieckiej policji, która poinformowała, że trzy mecze Ligi Mistrzów są objęte śledztwem w sprawie korupcji w europejskim futbolu. Piętnaście osób zostało dotychczas aresztowanych po nalotach w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii i Szwajcarii. A nokaut to podejrzenia Antona Belakowa, posła w rosyjskiej Dumie, który żąda wszczęcia śledztwa przeciw reprezentantom Rosji, którzy, jego zdaniem, specjalnie przegrali w decydującym meczu, żeby zarobić na piłkarskim totalizatorze. 
I choć nie ma tu jeszcze śladu usprawiedliwienia dla tych podejrzeń, mnie znokautowała własna refleksja. Pomyślałem sobie, ze wcale bym się nie zdziwił, gdyby Belakow miał rację. To pasowałoby do wielu innych elementów układanki kochanej przez nas piłki nożnej. 
I z tą nienajlepszą refleksją idę jednak na piłkarskie derby Warszawy, bo do futbolu „miłość wszystko wybaczy”.


komentarze (4)
sport , wpisów: 100

zespół

Jarosław Kończak

Z wykształcenia jestem dziennikarzem, politologiem (tu nawet udało mi się obronić doktorat i książkę...







Bartosz Nowakowski

Przygodę ze sportem, jak większość chłopaków, rozpocząłem kopiąc piłkę w czasie długich, letnich dni...

Marek Wajda

Jestem dziennikarzem – kiedyś mediów zewnętrznych, teraz wewnętrznych. Zajmuję się komunikacją i PR....

Jarek & Marek

Połączyła nas piłka i wspólna praca przy reprezentacji Polski. Później okazało się, że łączy nas...

więcej

Historia alternatywna

02.09.2010

Wczoraj minęła rocznica...

Zagrał Orange Warsaw Festival

01.09.2010

Zakończenie lata osłodził...

Dotknąć sztuki

30.08.2010

O tym, jak można pokazać...

iPhone 4, czyli showtime w Polsce

27.08.2010

Jeśli wszystko poszło...

Alfa Romeo za hasło

25.08.2010

Promocja Orange Freedom

22.08.2010

Od poniedziałku ruszamy z...

Tips & Tricks - iPhone

02.09.2010

W piątek 29 sierpnia do...

Jak poprawić odbiór sygnału sieci mobilnej?

27.08.2010

Użytkownicy mobilnych...

Naviguj z Orange!

24.08.2010

Dzięki Orange...

newsletter

captcha

kalendarium