blog sportowy

o sporcie, sponsoringu i marketingu sportowym

sport , wpisów: 100

W niedzielę rozpoczyna się nasz narodowy kolarski wyścig Tour de Pologne. Pracę jaką wkłada w tę imprezę Pan Czesław Lang jest nieoceniona. Chwała mu za to, bo wyścig z roku na rok jest coraz lepszy, coraz bardziej profesjonalny. Połączenie sportowych emocji z promocją naszego kraju to sprawa fenomenalna jak również trudna. Pierw chciałbym poruszyć tę drugą kwestię. Tegoroczna trasa naszpikowana jest elementami nazwijmy to "kulturalno-historycznymi". Przejazd kolarzy przez Żelazową Wolę z okazji 200. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, obchody Powstania Warszawskiego, a także start z Oświęcimia, gdzie 65. lat temu wyzwolono największy hitlerowski obóz koncentracyjny. Nie ma co ukrywać, że trasa jest ciekawa. Lecz teraz wątek sportowy. Ten pozostawia u mnie pewien niedosyt...

Nie mogę do końca zgodzić się z organizatorami, że nowy termin (pierwszy raz, kolumna peletonu jechała na początku sierpnia w zeszłym roku), w którym odbywa się wyścig jest lepszy od poprzedniego, czyli wrześniowego. Nie ma chyba gorszej daty, jak tydzień po Tour de France, największym wyścigu w całym kolarskim kalendarzu. Taki bieg wydarzeń powoduje, że na nasz polski Tour przyjeżdżają, ekipy w "drugich" składach, a w niektórych przypadkach nawet i "trzecich". Śmiechu warte jest wspominanie o kilku zawodnikach, którzy właśnie ukończyli "Wielką Pętle" i będą gościć na polskich szosach. Swoją drogą, nie wiem, czy w tak krótkim czasie ludzki organizm jest w stanie odbudować siły, by brać udział w kolejnej rywalizacji, ale tego nikomu nie odbieram. Choć słyszałem, z opowiadań niektórych zawodników, którzy przejechali "Wielką Pętle", że po powrocie do domu z powodu wycieńczenia, spali prawie bez ustanku przez... dwa tygodnie. I z całym szacunkiem dla nich, to nie są gwiazdy pierweszego formatu w peletonie.

Wrzesień był mimo wszystko lepszym terminem. I nie miało większego znaczenia, że w tym samym czasie trwała Vuelta Espana. W hiszpańskim wyścigu jechali kolarze, którym zależało na triumfie w ostatnim wieloetapowym wyścigu w sezonie, a do Polski przyjeżdżali zawodnicy zainteresowani przygotowaniem na mistrzostwa świata. Bo polski wyścig ze względu na charakterystykę (nieukrywajmy, wyścig budowany jest na płaskich i średnio górzystych etapach) był dobrym polem przygotowującym właśnie do walki o tęczową koszulkę. To miało sens. Zresztą dowodem na to byli sami zawodnicy, którzy stawali na linii startowej. Uważam, że lista startowa sprzed dwu lat, czyli wtedy, kiedy wyścig ostatni raz odbył się we wrześniu była zdecydowanie atrakcyjniejsza i mocniejsza.

Jest też druga strona medalu. A może polskie szosy wykreują nowe światowe gwiazdy w peletonie? Alberto Contador swoje pierwsze etapowe zwycięstwo osiągnął podczas Tour de Pologne. Andy Schleck dwa lata temu na ulicach Warszawy wygrał drużynową jazdę na czas. Dziś ci panowie stanowią czołówkę na największych wyścigach. Chciałbym, żeby taka teoria się sprawdziła. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby pokazał się utalentowany Polak. Marzenia czasem się spełniają. Jak będzie, to pokaże przyszły tydzień.

Jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu przyznam "zębatki", czyli przedstawię listę moich faworytów na poszczególne koszulki. A w niedzielę barwna relacja z serca samego etapu Sochaczew - Warszawa. 

komentarze (1)

Już po wszystkim. Ponad trzy tysiące kilometrów pokonane w trzy tygodnie. W tym czasie tylko dwa dni wytchnienia. Pozostał niemiłosierny ból mięśni i ogólne wycieńczenie. I pytanie, czy było warto tak się poświęcać? Na to, z uśmiechem na twarzy odpowiedziałby Alberto Contador (ciekawe, czy szampan popijany trzeci raz w stronę Paryża smakuje tak samo?), co do reszty uczestników peletonu - nie wiem.

Uśmiech na twarzy pojawił się także u dyrektora wyścigu Tour de France, Christiana Prudohomme. Jego optymizm wynikał z faktu, że na wyścigu nie wybuchła żadna afera dopingowa. To sukces, biorąc pod uwagę dzieje z ostatnich lat. Ale nie ma co wracać, do niemiłych wydarzeń. Trzeba radować się z pasjonującej i efektownej sportowej walki.

Po wczorajszym etapie, przeanalizowałem moje przyznawanie "zębatek" we wpisie Rowerem z Rotterdamu do Paryża. Wielkim objawieniem, a zarazem królem gór stał się Francuz Anthony Charteau, którego w ogóle nie brałem pod uwagę. Zresztą pewnie nie byłem samotny w tej kwestii. Być może zawiódł Mark Cavendish, ale pięć etapowych zwycięstw w pewnym stopniu wypełnia lukę. Brytyjczyk zapewne marzy o zielonej koszulce. Może za rok.

Brakowało polskiego akcentu. Sylwester Szmyd przed wyścigiem zapowiadał, że powalczy o zwycięstwo w górach. Zakończyło się na wygranej premii górskiej na przełęczy Peyresourde. Warto podkreślić, że bydgoszczanin wypełnił swoją rolę w drużynie, pomagając Romanowi Kreuzigerowi wejść do pierwszej dziesiątki w klasyfikacji generalnej.

Tegoroczny Tour de France przeszedł już do historii. Setny raz, kolarze przejeżdżali przez Pireneje. Piąta minimalna przewaga w historii zwycięzcy wyścigu na drugim kolarzem w klasyfikacji generalnej. Prawdopodobnie ostatni wyścig Lance'a Armstronga w roli kolarza...

Jeśli kogoś nudziły mozolne relacje z "Wielkiej Pętli", to zapraszam do obejrzenia trzyminutowego podsumowania wyścigu:

http://www.youtube.com/watch?v=w_HQgrFmrPQ&feature=player_embedded

Już za niecały tydzień światowy peleton pomknie po polskich szosach. Czas na Tour de Pologne.

komentarze (2)

Ugodowe szepty

Bartosz Nowakowski w sport|skomentuj (4)

To było dziesięć kilometrów wspinaczki na historyczną przełęcz, gdzie miały dziać się historyczne sprawy. Niestety, pomimo swoistego pomnika, jaką jest przełęcz Tourmalet nic wielkiego się nie zdarzyło. Nadmuchany balon został przebity. Wszyscy czekali na mocne ataki Andy'ego Schlecka, dzięki którym odjedzie Alberto Contadorowi. A tu... nic z tego. Mało tego, ataku próbował Hiszpan. Co się okazało, próby nieskutecznej.                         

Po tym ataku, Luksemburczyk dojeżdżając do Contadora wymienił z nim klika zdań. Pytanie narzuca się samo. O czym przeprowadzili krótką konwersację? Z drugiej strony nie wiem, czy chciałbym wiedzieć, o czym rozmawiali. Może powinni zostawić to dla siebie. Choć nie ukrywam, że lubię snuć teorie spiskowe. Przyjmuję możliwość, że ci dwaj znakomici kolarze dogadali się, a mogło to wyglądać w następujący sposób:

Andy Schleck: Albercik, nie tak łatwo "urwiesz koło" (udana ucieczka)

Alberto Contador: Andy, w takim razie wygrywasz "królewski" etap na historycznej przełęczy Tourmalet, dojeżdżamy razem, a ja pozostaje liderem. Widzisz, że przejechałem dłuższy odcinek z tobą pod górę i ty też nie możesz mnie zgubić. Nie jesteś w stanie zbudować przewagi. Jak się zapatrujesz na tę propozycję?

Andy Schleck: Ok, pod warunkiem, że w sobotniej "czasówce" wszystko może się jeszcze zdarzyć. Nie będę składał broni.

Alberto Contador: Zgadzam się. 

Andy Schleck: Zgoda.

Tyle, że z takiego założenia Andy jest, co tu ukrywać, w dużo gorszej sytuacji. Szanse na wygranie "czasówki" przez Luksemburczyka są nikłe. Strata ośmiu sekund, mogłby się wydawać, że to niewiele, a jednak. Swoją drogą, przemyślenia Schlecka muszą być niezmiernie intensywne. Pech na wcześniejszym etapie, gdzie na przełęczy Aubisque zerwał mu się łańcuch, może śnić mu się do końca życia.

Po tym incydencie wybuchła wielka dyskusja, czy Alberto powienien zaczekać na rywala? A z jakiej racji? To już mały obłęd. Porównajmy to z innym przykładem. Wyścig Formuły 1. Czy w momencie, gdy lider wyścigu, załóżmy, niech będzie to Mark Webber przebije oponę i konieczny jest zjazd na wymianę, to wszyscy kierowcy czekają, aż Australijczyk powróci z padoku na fotel lidera? Chyba nie. Nie ukrywajmy w życiu jak i w sporcie potrzebne jest szczęście, a z takiego skorzystał Contador.

Jeszcze do końca niczego nie wiadomo, ale chyba Schleckowi na dzień dzisiejszy odpowiada drugie miejsce. Może to rzeczywiście wielki sukces dla młodziutkiego jeszcze zawodnika, choć myślę, że jego ambicję są dużo większe. Być może przesądziłem jego pozycję, ale chyba nic się nie zmieni. A może miła niespodzianka na próbie czasowej na ulicach Pauillac?

komentarze (4)

Kilka dni temu był mecz w Baku. Ja go nie oglądałem, ale mój kolega po obejrzeniu tego spotkania nie mógł uwierzyć, że to są też profesjonaliści, właściwie tacy samy jak ci, którzy uczestniczyli w MŚ. 

"Piłka podwórkowa, sprawni inaczej" takie określenie padały z jego ust. Jak patrzyłem na wynik na wyjeździe w goracym Azerbejdżanie myślałem, ze trochę przesadza. Tak myślałem do wczoraj, kiedy patrzyłem z niedowierzaniem na to co dzieje się przy Bułgarskiej. Mistrz Polski, klub z największym budżetem, chwalący się sprzedażą 11 000 karnetów w kilka dni i trybunami na ponad 40 000 gra u siebie jak równy z równym, ale nie z mistrzem choćby Szwajcarii, Austrii czy Szwecji, ale Azerbejdżanu. Jak mamy myśleć o Lidze Mistrzów, skoro jestesmy na poziomie Azerów, Łotyszy, Litwinów, a męczymy się nawet z drużynami z kucharzy, kelnerów, piekarzy i kierowców maltańskich (Ruch Chorzów).

Kilka stadionów już za chwilę będzie na europejskim poziomie, mamy kilku bogatych ambitnych właścicieli klubów, w kilku miastach nie brakuje kibiców, przed Euro2012 jest ciśnienie na sukces i większe zainteresowanie piłką nożną. Brakuje maleńkiego elementu tej układanki. Nie mamy drużyn i zawodników, którzy liczyć się mogą poza euroazjatycką trzecią ligą.  

komentarze (1)

Nie ma co ukrywać, Tour de France wchodzi w fazę wielkich roztrzygnięć. Przed nami najbardziej wymagające etapy w Pirenejach. Nie pomyliłem się, pisząc w ostatnim wpisie, pomiędzy kim nawiąże się walka o żółtą koszulkę (Pozostało dwóch aktorów). Zarówno Alberto Contador, jak i Andy Schleck (ten chyba bardziej) mają jeszcze sobie coś do udowodnienia.

Po wczorajszym pechu (defekt roweru - spadł łańcuch), irytacja Luksemburczyka zapewne sięgałą zenitu. Wcale to nie dziwi, przecież te czarne chwile mogą zadecydować o ostatecznym roztrzygnięciu wyścigu... Ale nie będę krakał. Przed tym etapem Andy, dla gazety "The Independent", powiedział, że do ostatecznego zwycięstwa potrzebuje 90 sekund przewagi nad Hiszpanem. Do zbudowania tego, chciałby wykorzystać ciężkie przełęcze w Pirenejach. Mając półtorej minuty nad Contadorem, Schleck, twierdzi, że czułby się bezpiecznie przed sobotnią "czasówką".

Teraz musi wykonać jeszcze więcej pracy, ale oczywiście nic straconego. Bo przed peletonem najtrudniejsze mometny "Wielkiej Pętli". Kolarze będą wspinać się na słynną przełęcz Tourmalet (najwyższy punkt w całym wyścigu - 2115m npm). Dziś od łatwiejszej strony, którą nazwano dla uczczenia pamięci Jacquesa Goddeta (jeden z pierwszych dyrektorów wyścigu). Po dniu odpoczynku od dłużeszej strony, gdzie wyznaczono metę etapu (pamięć dla Henri Desgrange, pomysłodawcy wyścigu dookoła Francji). Taki scenariusz przewidziany jest specjalnie na setne urodziny Pirenejów w wyścigu Tour de France. Nie będę wczodził w spory, który etap można ochrzcić mianem "królewskim". Tak przedstawiają się plansze:

http://www.youtube.com/watch?v=aPAcDvrPCZY

Czwartkowy etap przedstawia się następująco:

http://www.youtube.com/watch?v=sdkiEFxTCYY

Jeśli Andy Schleck myśli o wygraniu, to wyżej przedstawione etapy muszą należeć do niego. Jak zareaguje Contador? Na pewno sobotania indywidualna jazda na czas jest lekką przewagą Hiszpana. Ale do soboty jeszcze daleko. W każdym razie Luksemburczyk, przed wyjazdem na górskie etapy, kilkakrotnie sprawdzi stan techniczny swojego roweru.

komentarze (1)

Wojna z kibicami

Jarosław Kończak w sport|skomentuj (7)

O polskiej piłce, zwłaszcza reprezentacyjnej coś ostatnio cicho. Ale już widzę, że niedługo będzie głośno i w dodatku "wesoło".

PZPN pozywa autorów strony www.koniecpzpn.pl , że bezprawnie posługują się zastrzeżonym logiem Związku i publikują opinie, które naruszają wizerunek i dobre imię PZPN. Na razie jak czytam w mediach skierowano pozwy przeciwko sześciu osobom. Jak rozumiem, to jednak tylko początek działań bo na stronie jest 317 102 osoby, które poparły protest, więc można by skierować jeszcze skierować pozwy do 316 96 osób bo już 6 pozwano. Ale to nie wszystko.

Skoro na ww. stronie znajdują się wpisy naruszające "wizerunek i dobre imię PZPN", które stanowią podstawę pozwu, to ja znalazłem podobne wpisy na portalach m.in. onetu, wp, interii, gazety, dziennika, tvn24 i jak znam opinie kibiców na ten temat, to pewnie jeszcze setkach innych mniejszych portali. W dodatku te opinie były głośno wygłaszane na wszytskich stadionach, od A-klasy do meczów reprezentacji. Więc okazji do pozwów nie brakuje i obawiam się, że nie będzie brakować. Więc zabawa może być długa,  na poczatku może i trochę śmieszna, ale później męcząca i nie prowadząca do niczego. Ale pozew ma też inne skutki.

Strona www.koniecpzpn.pl i stowarzyszenie kibiców po pierwszych sukcesach (udany bojkot meczu ze Słowacją, akcja zapal znicz, wycofanie się jednego ze sponsorów reprezentacji i wycofanie reklam przez innego sponsora, a także okrągły stół o naprawie piłki nożnej) straciła już impet. Teraz do przygaszonego ogniska oliwy dolewa Związek, a więc szansa na nowe duże ognisko, zwłaszcza, że już za trzy tygodnie pierwszy mecz reprezentacji w drugiej części roku, a później kolejne. A to okazja nie tylko kibicowania.

W dodatku Polacy to taki naród, któremu jak patrzę na historię, nigdy nikt  w żadnej sprawie kagańca nie nałożył, a każda próba ograniczenia wolności wypowiedzi powodowała jeszcze większą reakcję. A teraz świat, a przynajmniej piłkarska europa będzie patrzeć na nas i co zobaczy ....?

 

 

 

komentarze (7)

Ostatni etap w Alpach pokazał, kto będzie walczył o żółtą koszulkę. Głównymi aktorami będą: Alberto Contador i Andy Schleck. Luksemburczyk wydaje się być mocniejszy w porównaniu do zeszłego roku. A to tylko lepiej dla całego spektaklu. Straty innych liderów ekip są już znaczące. Musiałby stać się cud (choć takie już ten wyścig widział, niestety te cuda działy się dzięki strzykawce i zakazanym substancjom), aby ktoś jeszcze podłączył się do walki o triumf na Polach Elizejskich. 

Z niecierpliwością czekam na kolejne starcia tych dwóch kolarzy. Jak to się zwykło w "Wielkiej Pętli", zawsze o zwycięstwo walczyły dwa (często różne) charaktery. W latach 40-tych Fausto Coppi rywalizował z Gino Bartalim, w 60-tych Jacques Anquetil z Raymondem Poulidorem, a w późniejszych czasach pamiętny pojedynek Grega Lemonda z Laurenem Fignonem, w którym Amerykanin na ostatniej czasówce, prowadzącej ulicami Paryża wygrał z Francuzem, wyprzedzając go w klasyfikacji generalnej o osiem sekund! Do dziś to najmniejsza strata pomiędzy pierwszym, a drugim zawodnikiem. Nie można zapominać o, całkiem niedawno, pojedynkach Lance Armstronga z Janem Ullrichem. Dwie odmienne techniki jazdy i wiecznie drugie miejsce Niemca, który jeździł ciężko i twardo, w odróżnieniu od Armstornga, wspinającego się lekko na najtrudniejsze podjazdy. 

Powstaje kolejna dwójka, która, miejmy nadzieję stworzy niezapomnianą historię. Obydwaj mają lekki styl jazdy, widoczny na górskich odcinkach. Nie chcę być w żaden sposób prorokiem, ale Andy Schleck pewnie nie chce podzielić losu Jana Ullricha. W zeszłym roku był drugi, za Contadorem. Jak będzie w tym roku? Najbliższe etapy będą lekkim odpoczynkiem. Do walki wracają sprinterzy.

komentarze (3)

Upalny weekend we francuskich Alpach dał się we znaki kolarzom. Narzekali wszyscy, ale rację chyba miał Damiano Cunego, który stwierdził, że warunki były równe dla wszystkich. Właśnie, czy pierwsze starcie w górach pomogło w rozwiązaniu zagadki, kto będzie zwycięzcą? Z pewnością to wyścig pełen kraks. Dużo o tym może powiedzieć Lance Armstrong, choć może lepiej nie pytać i nie drażnić amerykańskiego kolarza. Teksańczyk już wie, że walka o triumf zakończyła się wczoraj na stacji narciarskiej Morzine-Avoriaz.

Okazało się, choć można było się tego domyślić, że o zwycięstwo będą walczyć Alberto Contador i Andy Schleck. Ten drugi pokazał próbkę swoich umiejętności i na ostatnim kilometrze do stacji Morzine odjechał Hiszpanowi. Można stwierdzić, 1:0 dla Schlecka. Może to nie jeszcze zyskanie przewagi czasowej, na pewno psychicznej, na zasadzie pogrożenia palcem: "Albercik, nie zapominaj o mnie".

Jak przysłowie powiada, "gdzie dwóch się biję, tam trzeci korzysta". Nie sposób nie wspomnieć, że liderem został Cadel Evans. Australijczyk trykot mistrza świata zamienił na żółtą koszulkę i pewnie teraz na Antypodach kibice mocno wspierają, by dowiózł ją do Paryża. Droga daleka, ale nie niemożliwa...

Zanim Evans i reszta peletonu wyruszy w dalszą podróż w stronę Paryża (a metropolia jeszcze zza alpejskich i pirenejskich gór niewidoczna), dziś wszyscy mają chwilę wytchnienia - dzień wolny w stacji narciarskiej Morzine, by jutro wyruszyć w wysokie partie Alp (może swoje umiejętności pokaże Sylwester Szmyd). Tak będzie to wyglądało:  

http://www.youtube.com/watch?v=kACDN3uXSt4

Największą trudnością do pokonania będzie przełęcz Madeleine (2000m npm). Podjazd ma najwyższą kategorię. Pierwszy, który dotrze na szczyt z przewagą ma wielkie szanse na wygranie etapu. Pozostaje dobrze pokonany zjazd do Saint-Jean-de-Maurienne. To etap dla prawdziwych górali i walka o białą koszulkę w czerwone grochy. Czy po zdobyciu Mistrzostwa Świata w piłce nożnej przez Hiszpanię, Alberto Contador pokażę swoje możliwości?

wyraź swoją opinię jako pierwszy

„Kobiety mnie biją” – chciałoby się powiedzieć panowie! Zwyciężyła bezapelacyjnie i to bez stosowania brutalnych fauli, jak w finale – Paola. Była absolutnie poza konkurencją od samego początku. Zdobyła łącznie 19 pkt. Na miejscu 3 również przedstawicielka płci pięknej – Hon, która od samego początku konsekwentnie obstawiała finał dwóch drużyn na H. W finale wskazała jednak inaczej niż ośmiornica i zdobyła łącznie 15 pkt. Razem z nią Krzysztof. Na 2 miejscu Szamo – pkt 16. Nasza średnia to 14,5 pkt, więc byliśmy blisko „pudła”.
Cała trójka otrzyma piłki z nadrukowanymi autografami polskiej kadry oraz torebki na ramię. Paola dostanie również od rzecznika słuchawkę bluetooth Nokii.

Paweł i Guregorii (po 12 pkt) jako pocieszenie za zdobycie najgorszego 4 miejsca otrzymają koszulkę (ale niestety nie piłkarską) i piłkę. Koszulka poleci również do Benchmarka, który wspomógł nasze moce obliczeniowe i statystyczne.

Gdybyśmy mieli taką szafę jak nasz rzecznik, to nagrodzilibyśmy więcej osób ;).
Dziękujemy za udział w zabawie, zaglądajcie do nas, bo przy meczach naszej kadry również będziemy organizować konkursy.

Ps. do nagrodzonych - prześlijcie swoje adresy (i rozmiary koszulek :) na mail: konkurs.blogowy@orange.pl

komentarze (9)

Podczas weekendu, uwaga sympatyków sportu oczywiście będzie skierowana na stadiony w Porth Elizabeth i Johannesburgu. Kolarze w peletonie wyścigu Tour de France, również zaciekle dyskutują o zbliżających się piłkarskich meczach. Chyba najwięcej do powiedzenia mają zawodnicy reprezentujący Hiszpanię. Aż 32 kolarzy wystartowało w wyścigu. Rywali z finału jest zdecydowanie mniej - sześciu Holendrów. Niestety, nie startuje żaden Urugwajczyk, zaś Niemców jedzie piętnastu. Dyskusję dyskusjami, ale przed piłkarskimi emocjami, kolarze muszą przemierzyć alpejskie przełęcze. 

W sobotę i niedzielę peleton przejedzie po wschodniej ścianie Francji. To pierwsze górskie starcie. Na początek będą to niskie góry Jury o trzeciej i drugiej kategorii. Tak przedstawia się sobotni etap: 

http://www.youtube.com/watch?v=f9UwHRXFMbI

Pewnie możemy liczyć na małe przerzedzenie. Na czele wyścigu pokażą się liderzy, jednak to nie będzie jeszcze walka na całego. Bardziej rozpoznanie rywala i badanie sił. Jeśli chodzi o ucieczkę, to na zbudowanie przewagi można liczyć na podjeździe Col de la Croix de la Serra (ok. 15 km podjazdu o śr. nachyleniu 4 procent). Być może dziś zmieni się lider. Prawdziwa alpejska zabawa rozpocznie się w niedzielę:

http://www.youtube.com/watch?v=deYS2cIvVnM

Etap wiodący tuż przy granicy ze Szwajcarią, na której zaplanowano dwie premie pierwszej kategorii. Pierwszą z nich - Col de la Ramaz. W 1971 na tej górze Eddy Merckx przypieczętował koszulkę króla gór (w tym samym roku wygrał wyścig ). Czy ktoś będzie chciał postawić pierwszy krok i pójść w ślady wielkiego mistrza? Etap zakończy się na szczycie stacji narciarskiej Morzine-Avoriaz, gdzie trzeba wspiąć się 13 kilometrów o średnim nachyleniu sześciu procent. Kto wzniesie ręce w geście triumfu? Kto rozpocznie walkę o górską koszulkę? Weekend w Alpach odkryje pierwsze kolarskie karty. 

komentarze (1)

Przez ostatnie etapy mogliśmy podziwiać wyczyny najlepszych kolarskich sprinterów. Peleton wjechał do Francji od północy i przemierzał płaskie tereny Szampanii. Przepiękne krajobrazy okalające Sekwanę, mieniły się w upalnej pogodzie. W niektórych momentach już tak blisko było do Paryża, ale... Tam kolarze wjadą dopiero za ponad dwa tygodnie.

Niektórzy obserwatorzy po etapach w Belgii i Holandii, przekreślili szanse na zieloną koszulkę dla Marka Cavendisha. Wzrosły natomiast dla włoskiego cara sprintu - Alessandro Petacchiego. Dwa zwycięstwa Włocha (w Brukseli i w Remis), a potem wygrana Thora Hushovda (aktualny lider klasyfikacji punktowej), w pewnym momencie postawiły Cavendisha w dalszych szeregach. Jednak Brytyjczyk pokazał ducha walki. Ostatnie dwa etapy należały już do niego. Na ostatnich metrach nie dawał szans rywalom. Trzeba podkreślić, że duża w tym zasługa kolegów (wielka praca Marka Renshaw'a jest nie do opisania ) z ekipy, którym Cavendish pewnie jest niezmiernie wdzięczny. 

W sobotę, sprinterzy nie będą ucieszeni. Kolumna peletonu wjeżdża w góry. Przed nami emocje i prawdopodobnie pierwsze rozpoznania liderów i ochotników na zwycięstwo Wielkiej Pętli. Przed wjazdem na alpejskie przełęcze postaram się przedstawić weekendowe trudności na trasie.  

komentarze (1)

Ostateczny wynik pojedynku Europa - Ameryka Południowa 4:0! To pogrom. Spełniły się marzenia (np. hon) i finał będzie z dwoma drużynami na H. Holandia gra od początku piękny futbol. Hiszpania, tak naprawdę obudziła się dopiero wczoraj. Jeśli prawdą jest, że na turnieju przychodzi czas na jeden zły mecz to Hiszpania ma go już za sobą. Czy w takim razie Holandia jest bez szans? Czy 3 miejsce zdobędą, podobnie jak podczas Mistrzostw Europy, nasi zachodni sąsiedzi?

Nasze typy:
Niemcy - Urugwaj; Jarek 3:1 Marek 2:0
Hiszpania - Holandia; Jarek 3:1 Marek 2:1

Przed dwoma ostatnimi meczami klasyfikacja wygląda następująco:
1 miejsce - Marek i Paola 15 pkt.
2 miejsce - hon i szamo 14 pkt.
3 miejsce - Guregori 12 pkt.

Wszystko jeszcze może się zmienić, do zdobycia przecież jeszcze 6 punktów. Powodzenia!

komentarze (28)

Pechowe szosy

Bartosz Nowakowski w sport|skomentuj (1)

Przez ostatni weekend peleton Tour de France jeździł po krajach Beneluksu. Podczas, gdy wszyscy sympatycy czekają na górskie odcinki w malowniczych Alpach i Pirenejach, wąskie uliczki holenderskich i belgijskich miast przyniosły niemałych wrażeń. Oczywiście, chodzi o liczne wypadki, które dla kolarzy wcale nie są przyjemne. Inna sprawa, smutna lecz prawdziwa, dla obserwatora. Emocje, adrenalina. Kwestie, które przyciągają do ekranów. Już dawno nie zdarzyło się, by na ostatnim kilometrze (tak było w Brukseli) doszło do tylu kraks niemalże naraz. 

Chyba Belgia jest pechowa dla kolumny peletonu. W 2007 roku, na 3. etapie, kończącym się w Gandawie również doszło do wypadku.

http://www.youtube.com/watch?v=lmIJjR1kdYw&translated=1

Na część upadków złożyła się, według kolarzy, niekorzystna pogoda. To z tego powodu doszło nawet do protestu. Pytanie, czy słusznego? Przecież warunki są dla wszystkich takie same. Kto ryzykuje, ten może dużo zyskać. Taką sytuację (podczas wypadków z powodu mokrej, śliskiej, peleton podzielił się na liczne grupki z liderami ) wykorzystał Sylvain Chavanel, wygrywając w Spa. I chwała mu za to! Jedzie się do końca, do ostatniego metra etapu.  

Peleton wjechał dopiero Francji i przed nim płaskie odcinki. Jednak już odpadło kilku znaczących kolarzy, choćby Frank Schleck. A co będzie dalej? Pierwsze etapy pokazały, że chyba nudy nie będzie.

komentarze (1)

Jeśli ktoś narzekał na poziom mistrzostw to dramaturgia ćwierćfinałów wynagrodziła wszystko. Jak można nie strzelić karnego w ostatniej minucie dogrywki pokazała Ghana. Argentyna - jak można stracić 4 gole, a Niemcy wyrośli na faworyta tych rozgrywek. Holandia odprawiła Brazylię, co jest jeszcze większą niespodzianką. W meczu Hiszpania - Paragwaj było tyle zwrotów akcji, że Alfred Hitchcock by tego nie wymyślił - 3 karne i gol po 3 słupkach. I po ćwierćfinałach jest 3:0 dla Europy i to pewnie tylko dlatego, że Urugwaj grał z zespołem z Afryki.

W naszym konkursie pierwsze miejsce bez zmian: marek i paola po 14 punktów. Na drugim szamo - pkt 13 (chyba, że znowu coś źle dodaliśmy), a na 3 hon z 12. guregori (11) oraz rootmistrz (10) są bardzo blisko. Reszta typerów też nie jest bez szans, bo przecież do zdobycia jeszcze 12 punktów!

Nasze typy na półfinały:
Niemcy - Hiszpania; Jarek 2:3 Marek  2:0
Holandia - Urugwaj; Jarek 3:1 Marek 1:0

komentarze (26)

Dla Francuzów Mistrzostwa Świata w piłce nożnej zakończyły się jakiś czas temu. Rozpoczęło się coroczne lipcowe święto, które przynosi największy wyścig kolarski na świecie - Tour de France. Miliony kibiców zebranych przy drogach, dopinguje (mam na myśli dozwolony doping, nie ten ze strzykawek) przejeżdżającą kolumnę peletonu, która mknie przez wsie, miasteczka, miasta.

Jeśli chodzi o faworyta, wszyscy obserwatorzy są zgodni. Alberto Contador. A za nim? Dość duża przepaść. Wiadomo, sport jest nieprzewidywalny, ale ciężko będzie jakiemukolwiek innemu kolarzowi nawiązać nawet walkę. Obym się mylił...
Po cichutku wyjawię swojego faworyta. Jest nim Cadel Evans (słyszę ten śmiech). Cóż, lubię styl kolarza walczącego do końca, mimo, że jego technika nie należy do najlepszych w peletonie. Duchem walki, Australijczyk wszystkie te braki nadrabia i wierzę w podium... Warto zaznaczyć, że kolarz z Antypodów jedzie w koszulce mistrza świata, a od czasów Eddy'ego Merckxa nie było zawodnika w tęczowej koszulce, który liczyłby się w walce o zwycięstwo Tour de France.
Podobnie z faworytem jest w walce o najlepszego sprintera. Markowi Cavendishovi, na drodze do zdobycia zielonej koszulki może stanąć tylko jego niedyspozycja. Wiadomo, sprinterzy nie mają łatwego życia na górskich przełęczach. Jeśli Brytyjczyk z wyspy Man dojedzie do rogatek Paryża, nikt nie powinien mu zagrozić. Tam czeka jeszcze efektowne zwycięstwo tuż pod Łukiem Triumfalnym.
Mocno trzymam kciuki za Sylwestra Szmyda. W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”, bydgoszczanin podkreślał, że zależy mu na etapowym zwycięstwie. Szczytem marzeń jest szczyt Tourmalet. Panie Sylwestrze powodzenia! Trzymam kciuki. Mając już zwycięstwo na Mont Ventoux i dorzucając jeszcze Tourmalet, można będzie zapisać to w największych kolarskich annałach.

Emocje dopiero przed nami. Przez weekend kolarze przemierzali szosy Holandii (wielkie rozpoczęcie w Rotterdamie) i Belgii. Tuż po wjeździe do Francji, gdzie na wstępie czekają ciężkie brukowane odcinki z klasycznego wyścigu Paryż-Roubaix, postaram się o krótki komentarz, co wydarzyło się w krajach Beneluksu.

Pozwoliłem sobie przedstawić listę faworytów poszczególnych klasyfikacji, przydzielając każdemu odpowiednią ilość "zębatek":

Żółta koszulka:
***** - Alberto Contador (Astana);
****  - Andy Schleck (Saxo Bank), Bradley Wiggins (Sky), Cadel Evans (BMC);
***   - Lance Armstrong (Radioshack) , Levi Leipheimer (Radioshack), Ivan Basso (Liquigas), Robert Gesink (Rabobank)

Zielona koszulka (najlepszy sprinter):
***** - Mark Cavendish (HTC);
****  - Thor Hushovd (Cervelo), Alessandro Petacchi (Lampre), Oscar Freire (Rabobank);
***   - Tyler Farrar (Garmin), Julian Dean (Garmin), Mark Renshaw (HTC)

Biała koszulka w czerwone grochy (najlepszy góral): 
***** - Andreas Kloeden (Radioshack), Carlos Sastre (Cervelo);
****  - Aleksander Winokurow (Astana), Jens Voigt (Saxo Bank); Christian Vandevelde (Garmin)
***   - Linus Gerdeman (Milram), Luis-Leon Sanchez (Caisse d’Epargne)

komentarze (1)
sport , wpisów: 100

zespół

Jarosław Kończak

Z wykształcenia jestem dziennikarzem, politologiem (tu nawet udało mi się obronić doktorat i książkę...







Bartosz Nowakowski

Przygodę ze sportem, jak większość chłopaków, rozpocząłem kopiąc piłkę w czasie długich, letnich dni...

Marek Wajda

Jestem dziennikarzem – kiedyś mediów zewnętrznych, teraz wewnętrznych. Zajmuję się komunikacją i PR....

Jarek & Marek

Połączyła nas piłka i wspólna praca przy reprezentacji Polski. Później okazało się, że łączy nas...

więcej

Marketing „nisz”

29.07.2010

Integracja przez pomaganie

27.07.2010

Zwykle, gdy mówimy o...

W ramionach ambientu

26.07.2010

Codziennie atakuje nas...

Powynikowe cyferki prepaidowe

29.07.2010

Wczoraj pisałem...

Lepsze wyniki Grupy i ponad 14 mln klientów Orange

28.07.2010

Nie znam jeszcze...

Incepcja - przedpremierowy konkurs

27.07.2010

Jestem wśród tych,...

Internet Of Things

28.07.2010

Konsekwentnie poszerzają...

O krok od „Raportu Mniejszości”?

27.07.2010

Podczas seminarium o Cloud...

Adobe Reader – do piaskownicy, czyli przeglądanie plików PDF będzie bezpieczniejsze

23.07.2010

„Przejęcie kontroli...

newsletter

captcha

kalendarium